Dziennik Gazeta Prawana logo

Piłkarzom Korony puściły nerwy w finale Pucharu Polski

13 października 2007, 14:39
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Na boisku trzeba umieć się zachować. Piłkarze Korony Kielce w Bełchatowie w finałowym meczu Pucharu Polski nie potrafili i zasłużenie przegrali z Dyskobolią. Zamiast kopać piłkę, wrzeszczeli na siebie i bili rywali. Trener Ryszard Wieczorek pewnie będzie musiał szukać latem nowej pracy.

Piłkarze z Grodziska Wielkopolskiego wywalczyli Puchar Polski i to oni wystartują w europejskich pucharach. Szczęśliwy właściciel klubu Zbigniew Drzymała na pewno jednak będzie musiał poszukać lepszych napastników. Gdyby nie ich fatalna skuteczność, drużyna z Grodziska wygrałaby jeszcze wyżej. Wczoraj wyręczyli ich pomocnicy.

Radosław Majewski strzelił z 25 metrów i padł gol, bo Maciej Mielcarz myślał, że piłka wyjdzie na aut i się odsunął. "Gol kuriozum" - przyznał Wieczorek, któremu kontrakt z Koroną wygasa w czerwcu.

Tyle że szkoleniowiec jest współwinny straty tej bramki. Mielcarz w kilku poprzednich meczach popełnił podobne gafy. Mimo to Wieczorek nie zdecydował się na wystawienie w jego miejsce Radosława Cierzniaka. Po stracie bramki kielczanie stracili głowy.

Spokojny zwykle Mariusz Zganiacz szybko złapał dwie żółte kartki. Drugą za faul bez piłki na Jarosławie Lacie. "Zganiacz złapał mnie za szyję i uderzył" - powiedział "Faktowi" pomocnik Dyskobolii. "Później dostałem jeszcze w twarz od Hermesa" - skarżył się Lato.

W przerwie na grę zawodników narzekał właściciel Korony, Krzysztof Klicki. Miał jednak nadzieję na lepszą drugą połowę. Nic z tego, kielczanie nie oddali nawet strzału. Piłkarzom Korony przeszedł więc milion złotych premii koło nosa. Gdyby Mielcarz nie przepuścił w dziecinny sposób pierwszego gola, kto wie, jak potoczyłyby się losy tego spotkania.

A na ile puchar został wyceniony w Grodzisku? "Prezes na pewno nas nie skrzywdzi" - powiedzieli "Faktowi" zgodnie Lato i Majewski. Faktycznie. "Nie dostaną mniej niż mieliby dostać kielczanie" - wyznał Drzymała.

Kibice na trybunach w Bełchatowie wrogo przywitali prezesa PZPN Michała Listkiewicza. I słusznie. Mecz rozpoczął się z piętnastominutowym opóźnieniem, a piłkarze rozbiegli się, zanim zaczęto grać hymn państwowy. Zamiast wciskać się do zdjęcia między Drzymałę i Klickiego, wziąłby się za swoich podwładnych.

Niedociągnięcia PZPN nie mogły jednak zepsuć humoru byłemu pracownikowi związku Maciejowi Skorży. "Kiedy przychodziłem do Dyskobolii za cel postawiono mi zdobycie pucharu" - podkreślił trener ekipy z Grodziska. "Zadanie zostało wykonane" - stwierdził Skorża.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj