Dziennik Gazeta Prawana logo

Piłkarz Zagłębia Lubin mógł zginąć na boisku

13 października 2007, 14:44
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
W Lubinie mogło dojść do dramatu. Lider klasyfikacji strzelców ekstraklasy Michał Chałbiński omal nie stracił życia. Po zderzeniu z Radosławem Cierzniakiem piłkarz Zagłębia przez kilka minut leżał nieprzytomny na murawie. Na szczęście pomoc lekarzy nadeszła bardzo szybko i piłkarzowi nic już nie grozi.

W 38. minucie do dośrodkowania w pole karne wystartowali Chałbiński i bramkarz Korony Radosław Cierzniak. Z ogromnym impetem zderzyli się głowami, po czym padli na murawę i znieruchomieli. Napastnik Zagłębia przez kilka minut nie odzyskiwał przytomności. Dostał drgawek, a z nosa sączyła mu się krew.

"Karetka. Szybko karetka" - wołali podenerwowani trenerzy i masażyści gospodarzy. Chałbiński po założeniu mu usztywniającego szyję kołnierza, został odwieziony do szpitala. Tam zrobiono prześwietlenie głowy, lekarze założyli mu kilka szwów.

"Mam wstrząśnienie mózgu. Głowa mnie boli. Nie pamiętam, jak doszło do zderzenia. Wyskoczyłem po piłkę, a potem tylko czarna dziura. Straciłem przytomność. Kiedy miałem przebłyski świadomości, wydawało mi się, że leżę na murawie całą wieczność. Już o grze w tym sezonie mogę zapomnieć. Lekarze mówią, że nawet 30 dni muszę odpoczywać" - mówi Chałbiński, którego "Fakt" odwiedził w szpitalu jeszcze w sobotę wieczorem.

Więcej szczęścia miał golkiper kielczan. Założono mu kilka szwów, a rozbitą głowę obwiązano bandażem. Cierzniak wrócił jeszcze na końcówkę spotkania na stadion i usiadł na ławce rezerwowych. "Bardziej od rozbitego łuku brwiowego boli to, że przegraliśmy kolejny mecz w takim stylu" - przyznaje bramkarz Korony.

Bohaterem spotkania był Marcin Pietroń. Pomocnik Zagłębia ośmieszał kadrowicza Pawła Golańskiego i strzelił dwa gole. "Dedykuję obie bramki Michałowi. Niech jak najszybciej wraca do zdrowia i do drużyny" - twierdzi Marcin Pietroń.

Po kolejnej porażce dzisiaj prawdopodobnie zostanie zwolniony trener Korony Ryszard Wieczorek. Po meczu, w drodze na konferencję prasową, nie zauważył (albo nie chciał) właściciela klubu Krzysztofa Klickiego.

"Widać, jaki jest zdenerwowany, ale mu się nie dziwię. Można przegrać mecz, ale nie w takim stylu. W poniedziałek się spotykamy i chętnie wysłucham od sztabu szkoleniowego sprawozdania, co wpłynęło na naszą dyspozycję w ostatnich meczach" - mówi "Faktowi" Klicki.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj