Reprezentanci Polski dzień po przegranej 0:1 z Armenią nie wyglądali na załamanych stratą trzech cennych punktów. Co więcej, byli w dobrym humorze. Może dlatego, że trener Leo Beenhakker był dla nich bardzo wyrozumiały. Szybko wybaczył im fatalny występ.
Piłkarze woleli, żeby ominęło ich spotkanie oko w oko z kibicami i dziennikarzami - pisze "Fakt". Zamiast z nowego terminala przylotów na Okęciu, ukradkiem wyszli przez halę lotniska krajowego. Ten fortel był niepotrzebny, bo nikt nie chciał witać kadrowiczów. Do lotniskowego hotelu Polacy maszerowali małymi grupkami.
Trener Leo Beenhakker wybaczył już napastnikowi Markowi Saganowskiemu zmarnowanie idealnej sytuacji w meczu i beztrosko żartował z zawodnikiem Southampton. Także Marcin Wasilewski wyglądał na pogodzonego z porażką i... rozśmieszał dowcipami Radosława Sobolewskiego.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|