"W Hurgadzie byłem po raz czwarty. A w ogóle pasją do nurkowania zaraziłem się, gdy grałem w greckim PAOK Saloniki. Miałem stamtąd 80 kilometrów do Halkidiki. Piękne rafy, ryby no i ta adrenalina. Strasznie mnie to wciągnęło" - opowiada "Faktowi" Kukiełka.
W Egipcie był razem z żoną Kasią. Ona jeszcze nie przekonała się do nurkowania, choć Mariusz gorąco ją do tego namawia. Z wypadu do Egiptu pozostały tylko wspomnienia i zdjęcia. "Kuki" już zasuwa na przedsezonowym zgrupowaniu. W Energie mało kto wyobraża sobie pierwszą jedenastkę bez niego. Zazwyczaj gra na środku obrony, ale jak trzeba przesuwany jest do pomocy.
"Nie ukrywam, że mam w zespole mocną pozycję. I wcale nie przeszkadza mi fakt, że Energie jest przez niektórych postrzegane z przymrużeniem oka. Jeden z najmniejszych budżetów w Bundeslidze, no i jesteśmy ze Wschodu" - mówi były reprezentant Polski.
Budżety jednak nie grają. Boleśnie przekonały się w poprzednim sezonie takie potęgi, jak Borussia Dortmund, czy Hertha Berlin. Kukiełka i spółka ogrywali ich jak chcieli. "W Cottbus czuję się świetnie. Z żoną właśnie przeprowadziliśmy się do domu pod lasem, gram w silnej Bundeslidze, a do Krakowa, gdzie też mamy mieszkanie, jadę... No powiedzmy - niezbyt długo. Bo jeszcze policja ustawi zasadzkę" - śmieje się "Kuki".
W Polsce grać już nie zamierza. "Nie będę się na starość kopał po trzecich ligach. Takie powroty są dla mnie śmieszne. A poza tym ostatnie sezony pokazały, że chcą mnie w dobrych klubach" - mówi "Faktowi" Mariusz Kukiełka.