Dziennik Gazeta Prawana logo

Dziekanowski: Chcę wrócić do pracy z Beenhakkerem

13 października 2007, 16:30
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Dariusz Dziekanowski od dwóch miesięcy jest na urlopie. Jednak teraz asystent trenera polskiej reprezentacji piłkarskiej chce wrócić do pracy. Nie wiadomo tylko, czy będzie mógł. "Decyzja zależy do Beenhakkera, PZPN i mojego zdrowia. Mi bardzo zależy" - powiedział "Dziekan" w wywiadzie dla DZIENNIKA.

Co się z panem działo, dlaczego zniknął pan przed wyjazdem na mecze eliminacyjne do Azerbejdżanu i Armenii?
Byłem chory i do tego miałem problemy osobiste. Przedstawiłem zwolnienie lekarskie. Zresztą do tej pory jestem na zwolnieniu, które kończy mi się 31 lipca.

Kilka dni po jego przedstawieniu zagrał pan w meczu towarzyskim na lodowcu w Austrii i jeszcze strzelił pan gola.
To było spotkanie promujące mistrzostwa w Austrii i Szwajcarii. Nawet nie sądziłem, że trzeba będzie tam przebrać się w strój piłkarski. Okazało się, że był mecz trwający dwa razy po 5 minut na boisku mającym kilka metrów kwadratowych. Nawet 90-latek mógłby tam zagrać. Od dawna miałem zaproszenie od Michaela Laudrupa i jak poczułem się lepiej, to pojechałem. Długo zastanawiałem się, czy mam to zrobić. Ostatecznie przekonały mnie te świństwa, które na mój temat ukazywały się w gazetach. Teraz przyznaję się, że może to nie był odpowiedni moment.

Chciał pan pokazać, że nie leży w szpitalu na odwyku?
Ludzie kochani, przecież gdybym był takim pijakiem i alkoholikiem, jakiego ze mnie zrobiono, ktoś by to zauważył w reprezentacji albo wcześniej w reprezentacji młodzieżowej. Zrobiono mi jakieś zdjęcie w samochodzie i zbudowano całą historię. Dlaczego nikt nie zadał sobie trudu, aby pojechać do szpitala i sprawdzić, na jakim oddziale przebywam, jakie zabiegi przechodziłem, u jakich lekarzy. Doktora Grzywocz zaaplikował mi rezonans magnetyczny, brałem zastrzyki od Stasia Machowskiego, zabiegi u pana Somowa. Do tego cztery tygodnie rehabilitacji. W dokumentacji są wszystkie daty, godziny. Można to sprawdzić.

Pana partnerka Ewa Domżała udzieliła wywiadu, w którym, jak się wydaje, rozwiała wszystkie wątpliwości i pogrąża pana.
Ewa Domżała w tamtym czasie była w takim stanie, że nie powinna udzielać wywiadów. Problemy, o których szczegółowo nie chcę mówić, dotknęły nas obojga. Oboje z tego wychodzimy. Zdarzają się czasem takie momenty, że człowiek nie może w stu procentach uczestniczyć w życiu publicznym. Czy to jest powód, aby kogoś kopać? Mnie się wydaje, że sytuacja taka jest do wybaczenia.

Co pan robił podczas poniedziałkowego zjazdu trenerów w Novotelu?
Przedstawiłem w PZPN zwolnienie i tam poproszono mnie, abym poszedł na zjazd, jeśli mogę. Przecież wciąż jestem pracownikiem PZPN, nikt mnie nie zwolnił.

Wiemy, że rozmawiał pan z Leo Beenhakkerem.
Zna moją sytuację. Mój powrót do kadry zależy od kilku rzeczy. Od decyzji selekcjonera, od mojego zdrowia, od PZPN. Naprawdę nie mam pojęcia, jak to wszystko się skończy. Na pewno niebawem będą rozmowy na ten temat.

Jest pan gotowy, żeby wrócić?
Na pewno bardzo bym chciał.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj