Dziwne rzeczy dzieją się w rumuńskiej piłce nożnej. Prezes jednego z drugoligowych klubów kazał pobić ochroniarzom piłkarza. Dlaczego? Bo zawodnik chciał odejść z drużyny. Mihai Lungan nie miał zamiaru dłużej występować za darmo - szefowie nie płacą mu już od paru miesięcy - i zamierzał zmienić zespół.
Jednak pomysłu piłkarza nie zaakceptował prezes klubu - Alin Simota, który kazał swoim ochroniarzom pobić zawodnika. Wierni pracownicy wykonali polecenie szefa i stłukli Lungana na kwaśne jabłko.
Wszystko działo się na oczach trenera rumuńskiego klubu. "Po treningu widziałem, jak Mihai Lungan był cały we krwi. Na pewno nie odniósł tych obrażeń na murawie" - powiedział jednej ze stacji telewizyjnych Ioan Sdrobis.
Nie wiadomo, czy piłkarz wniesie pozew do sądu przeciwko prezesowi. Ale na pewno gracz zmienił zdanie i jak na razie pozostanie w ekipie Juli Petrosani.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|