Został już wyklęty przez swoich rodaków, gdy w jego organizmie wykryto doping. Odwrócili się od niego wszyscy. Nikt nie chciał mu wierzyć, że był to lek na swędzenie skóry. Ale historia przyznała mu rację. Okazało się, że australijski piłkarz Stan Lazaridis padł ofiarą kompletnie bzdurnych przepisów.
Lek, którego Lazaridis używał na swędzenie skóry, wcale nie pomagał mu szybciej biegać i wyżej skakać. Nie poprawiał też jego kondycji. O dziwo, znajduje się on jednak na liście
zakazanych środków.
W Wielkiej Brytanii piłkarz miał pozwolenie na jego stosowanie. Problem jednak w tym, że takiej zgody nie zdążył otrzymać w Australii. A właśnie tam go używał. Dlatego potraktowano go jak
zwykłego oszusta i zdyskwalifikowano na rok.
Jest jednak nadzieja na zmianę werdyktu. "Wiemy już na pewno, że Stan zażywał niedozwolony środek jedynie w celach leczniczych. Okazał się uczciwym i prawdomównym człowiekiem, co doceniamy. Zobaczymy, co da się zrobić" - powiedział Ben Buckley z australijskiej federacji piłkarskiej.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl