Wydawało się, że najlepsze w karierze już za nim. Pokazał, że przedwcześnie tak myślano. W sobotni wieczór na Da Luz zdobył czternastą bramkę w reprezentacji Polski. "Uff, dobrze, bo już się bałem, że utknę na tej pechowej trzynastce" - żartował dla "Faktu" "Krzynio". Zapytany, czy to najważniejszy gol w jego karierze, odparł z uśmiechem - "A to się okaże po zakończeniu kariery".

Na razie Jacek nie zamierza rozstawać się z piłką. I dobrze, bo reprezentacja ma z niego wiele pożytku. Wyrasta na jednego z jej liderów. Cudowny gol z Rosją, arcyważne trafienie w Lizbonie. Krzynówek gra jak za dawnych lat, jak w meczach Ligi Mistrzów przeciwko Realowi Madryt czy Romie, kiedy również zdobywał piękne bramki dla Bayeru Leverkusen. W kadrze chyba jednak jeszcze nigdy nie był w takim gazie.

"Ciężko gra się przeciwko takim zawodnikom, jakich mają Portugalczycy. Oni potrafią zrobić z piłką wszystko. Ale zdobyliśmy w meczach z nimi cztery punkty, a to więcej niż z Armenią" - podkreśla Krzynówek. Dziś Portugalia, w środę Finlandia, a potem? "Mam nadzieję, że będzie już z górki. O awans walczą wciąż cztery drużyny, a my zagramy w Helsinkach, jakby to był mecz naszej ostatniej szansy" - zapewnia pomocnik biało-czerwonych.

Krzynówek rzadko czuje się bohaterem. W Lizbonie - choć po meczu wyróżnił go sam Leo Beenhakker, było tak samo. "W pierwszej połowie graliśmy dobrze indywidualnie i jako zespół. Trzymaliśmy ich daleko od bramki. Poza sytuacją Ronaldo, nie mieli okazji. My mogliśmy strzelić gola, bo świetną szansę miał Ebi Smolarek. Przeciwko Portugalii, na jej boisku, nie stwarza się wielu sytuacji. Nam się udało i dwie wykorzystaliśmy" - tłumaczył "Krzynio".

W drugiej połowie, kiedy z boiska schodził Maciej Żurawski, polscy piłkarze nie wiedzieli, kto ma go zastąpić w roli kapitana. Żuraw dał opaskę właśnie Krzynówkowi, a ten... zapytał selekcjonera, czy może ją założyć. "W Moskwie, też po zejściu Maćka, opaskę założył Darek Dudka. W Lizbonie, gdy trener powiedział, że ja mam ją założyć, poczułem się wyróżniony i doceniony" - opowiadał dumny.

Scena z Estadio Da Luz, która utkwiła w pamięci wszystkich niemal tak samo, jak piękny gol Jacka w końcówce to Krzynówek biegający przed polem karnym rywali niczym sprinter i próbujący odebrać im piłkę. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że zegar pokazywał 90. minutę. "Byłem w dużej euforii, bo taki strzał i taki gol dodają energii. Mógłbym biegać jeszcze dłużej" - zapewnił bohater sobotniego meczu w Lizbonie.