Piłkarska reprezentacja Finlandii nie występowała jak dotąd ani w mistrzostwach świata, ani Europy. Do Euro 1980 zabrakło jednego punktu, do mistrzostw świata w Meksyku 1986 - dwóch. Dopiero od początku lat 90. fińska piłka ruszyła do przodu. Najlepsi piłkarze zaczęli wyjeżdżać do dobrych europejskich zespołów. Cały kraj oniemiał, gdy w 1998 roku mistrz HJK Helsinki rozprawił się z francuskim FC Metz i zdołał awansować do fazy grupowej piłkarskiej Ligi Mistrzów.

Reklama

Działacze, widząc rozpędzoną koniunkturę, poszli wreszcie po rozum do głowy i zaczęli zatrudniać uznanych fachowców. Reprezentację kraju prowadzi od ponad roku Anglik Roy Hodgson. Mający na swoim koncie prowadzenie wielkiego Interu Mediolan. I są już pierwsze efekty.

Finowie to świetni piłkarze, ale druyna średnia. Jari Litmanen w barwach Ajaxu Amsterdam triumfował w Lidze Mistrzów. Trudno było swego czasu wyobrazić sobie obronę słynnego Liverpoolu bez Samiego Hyypii. Joonas Kolkka strzelał gole dla PSV Eindhoven, a Mikael Forssell występował w słynnej Chelsea. Do tego cenieni w Premiership bramkarze Niemi i Jaaskelainen. Aż dziw bierze, że taka konstelacja gwiazd nic razem nie osiągnęła.

Niestety, piłka nożna nie jest w Finlandii sportem numer jeden. Skandynawscy kibice bardziej interesują się sportami zimowymi: hokejem, skokami, kombinacją norweską, narciarstwem biegowym. Nawet lekkoatletyką. Wolą oglądać popisy Janne Ahonena, Saaku Koivu czy Hannu Maninena. A także rzuty oszczepnika Pitkamakiego. Dopiero później przychodzi czas na obserwowanie gry swoich futbolistów.

W eliminacjach do Euro 2008 fińscy piłkarze radzą sobie nad wyraz dobrze. W 10 spotkaniach podopieczni trenera Hodgsona zgromadzili aż 18 punktów i zajmują sensacyjne drugie miejsce grupie. Po cichu w fińskiej prasie zaczyna mówić się o ewentualnym historycznym awansie. Przed środowym meczem z Polską piłkarze są pewni siebie. "Zobaczycie Finlandię ofensywną, walczącą, spychającą rywala do obrony. Musimy ten mecz wygrać, jeżeli chcemy osiągnąć coś wielkiego" - zapowiada obrońca Hannu Tihinen.