Będzie rewolucja w polskim futbolu? "Fakt" rzucił hasło: zastąpmy Polski Związek Piłki Nożnej nową organizacją - Polskim Stowarzyszeniem Futbolu. Dość z korupcją i kolesiostwem. Akcję gazety "Zmieniamy polską piłkę" popiera cała rzesza byłych polskich graczy, gotowych do przejęcia władzy. Częściowo zgadza się z nią też... prezes PZPN Michał Listkiewicz - pisze DZIENNIK.
Idea jest genialna w swojej prostocie. Młodzi, prężni menedżerowie zluzowaliby skostniałych, nie mających pomysłu ludzi, którzy od lat nie przeprowadzili ani
jednej godnej uwagi reformy. Szefem organizacji mógłby zostać Roman Kosecki. Jego zastępcami - inteligentni i otwarci na świat ludzie związani ze sportem, tacy jak Piotr Świerczewski
(reprezentowałby interesy piłkarzy) czy Mariusz Śrutwa (grał w ekstraklasie 11 lat, zna się na piłce i na biznesie, bo równolegle prowadził szereg interesów). Stowarzyszenie wzorowałoby
się na zachodnich związkach. Przejrzysty statut napisany ludzkim a nie urzędowym językiem, jawne zebrania zarządu, otwarta postawa wobec mediów, szeroko rozwinięta praca z młodzieżą - tak
wyglądałby związek pod rządami "młodych". A więc o 180 stopni inaczej niż obecnie...
Autorytety polskiej piłki jeden przez drugiego popierają tę ideę. "Jestem pewien, że Romek ze swoimi ludźmi zrobią więcej niż obecny zarząd. Trzeba nam świeżej krwi" - uważa były piłkarz m.in FC Porto Grzegorz Mielcarski. "Potrzebni są nowi ludzie w związku. Najlepiej byli piłkarze, którzy mają kontakty za granicą" - dodaje Jan Furtok. "Wielu moich kolegów z niemieckich boisk dziś zasiada w tamtejszej federacji i porządkuje w niej wiele spraw. Idźmy tą samą drogą!" - apeluje były wicekról strzelców Bundesligi.
"W PZPN pracuje prawie czterysta osób, czyli prawie tyle, co w sejmie. To nienormalne! Minusów w tej organizacji jest jeszcze więcej. Mam kilka pomysłów, jak ją uzdrowić" - deklaruje Kosecki. A Świerczewski dodaje: "Czas przejąć rządy! Piłkarzy spycha się u nas na margines, inaczej niż działaczy. Ci mają mnóstwo bezsensownych komisji, na przykład tę od orderów i wyróżnień. Decydują też, wraz z sędziami, o wyborze władz podczas którego zawodnicy mają tylko jeden głos. Przepraszam, gdzie tu sens?"
"Na co dzień nie czytam "Faktu", tylko DZIENNIK. Ale i tak uważam, że temu pomysłowi można przyklasnąć. Im więcej stowarzyszeń, które zajmują się polską piłką nożną, tym lepiej dla jej rozwoju!" - mówi nam... prezes PZPN Michał Listkiewicz. Zdziwieni tą wypowiedzią, ripostujemy: "Ale przecież Polskie Stowarzyszenie Futbolu miałoby zastąpić PZPN, którego jest pan prezesem...". Były sędzia międzynarodowy słysząc te słowa zachowuje olimpijski spokój. "Nie można tego zrobić, bo nigdy w życiu nie zgodzi się na to FIFA. Związek jest jej członkiem od 1919 roku i nadal pozostanie. Szanse na to, że się to zmieni, wynoszą zero procent. Zero!" - tłumaczy. Czy aby na pewno? Przecież gdyby przeciw PZPN zgromadzili się wszyscy razem, a więc sponsorzy, kibice, piłkarze, a także media, związek musiałby w końcu ustąpić!
Słyszący ten argument Listkiewicz tylko się uśmiecha i wygłasza krótki monolog: "PZPN nie da się wyprzeć, można za to wykasować pracujących w nim ludzi. Żeby to zrobić, trzeba pójść jedną, sprawdzoną drogą: wygrywając wybory. Jeśli Romek Kosecki i jego przyjaciele mają masę pomysłów nie pozostaje mi nic innego, jak życzyć im powodzenia w przyszłorocznej walce o stołki. Jeżeli jednak za ich słowami nie kryje się konkretny plan, doradzam im, by założyli stowarzyszenie i spokojnie sobie tam pracowali. Niech organizują, wzorem PZPN, młodzieżowe turnieje i niech pomagają tak, jak my dzieciom z domów dziecka. Mogliby też zabrać się za promowanie Euro 2012. W tej chwili brakuje nam ambasadorów z nazwiskami, którzy by propagowali turniej w Polsce. Jak Roman zechce, mogę mu w przyszłości w tym wszystkim pomóc. Kiedy on był piłkarzem a ja sędzią nie było między nami żadnych zgrzytów, teraz może być podobnie. Kosa to fajny facet. Ja też jestem miłym człowiekiem, więc myślę, że się dogadamy...".
Autorytety polskiej piłki jeden przez drugiego popierają tę ideę. "Jestem pewien, że Romek ze swoimi ludźmi zrobią więcej niż obecny zarząd. Trzeba nam świeżej krwi" - uważa były piłkarz m.in FC Porto Grzegorz Mielcarski. "Potrzebni są nowi ludzie w związku. Najlepiej byli piłkarze, którzy mają kontakty za granicą" - dodaje Jan Furtok. "Wielu moich kolegów z niemieckich boisk dziś zasiada w tamtejszej federacji i porządkuje w niej wiele spraw. Idźmy tą samą drogą!" - apeluje były wicekról strzelców Bundesligi.
"W PZPN pracuje prawie czterysta osób, czyli prawie tyle, co w sejmie. To nienormalne! Minusów w tej organizacji jest jeszcze więcej. Mam kilka pomysłów, jak ją uzdrowić" - deklaruje Kosecki. A Świerczewski dodaje: "Czas przejąć rządy! Piłkarzy spycha się u nas na margines, inaczej niż działaczy. Ci mają mnóstwo bezsensownych komisji, na przykład tę od orderów i wyróżnień. Decydują też, wraz z sędziami, o wyborze władz podczas którego zawodnicy mają tylko jeden głos. Przepraszam, gdzie tu sens?"
"Na co dzień nie czytam "Faktu", tylko DZIENNIK. Ale i tak uważam, że temu pomysłowi można przyklasnąć. Im więcej stowarzyszeń, które zajmują się polską piłką nożną, tym lepiej dla jej rozwoju!" - mówi nam... prezes PZPN Michał Listkiewicz. Zdziwieni tą wypowiedzią, ripostujemy: "Ale przecież Polskie Stowarzyszenie Futbolu miałoby zastąpić PZPN, którego jest pan prezesem...". Były sędzia międzynarodowy słysząc te słowa zachowuje olimpijski spokój. "Nie można tego zrobić, bo nigdy w życiu nie zgodzi się na to FIFA. Związek jest jej członkiem od 1919 roku i nadal pozostanie. Szanse na to, że się to zmieni, wynoszą zero procent. Zero!" - tłumaczy. Czy aby na pewno? Przecież gdyby przeciw PZPN zgromadzili się wszyscy razem, a więc sponsorzy, kibice, piłkarze, a także media, związek musiałby w końcu ustąpić!
Słyszący ten argument Listkiewicz tylko się uśmiecha i wygłasza krótki monolog: "PZPN nie da się wyprzeć, można za to wykasować pracujących w nim ludzi. Żeby to zrobić, trzeba pójść jedną, sprawdzoną drogą: wygrywając wybory. Jeśli Romek Kosecki i jego przyjaciele mają masę pomysłów nie pozostaje mi nic innego, jak życzyć im powodzenia w przyszłorocznej walce o stołki. Jeżeli jednak za ich słowami nie kryje się konkretny plan, doradzam im, by założyli stowarzyszenie i spokojnie sobie tam pracowali. Niech organizują, wzorem PZPN, młodzieżowe turnieje i niech pomagają tak, jak my dzieciom z domów dziecka. Mogliby też zabrać się za promowanie Euro 2012. W tej chwili brakuje nam ambasadorów z nazwiskami, którzy by propagowali turniej w Polsce. Jak Roman zechce, mogę mu w przyszłości w tym wszystkim pomóc. Kiedy on był piłkarzem a ja sędzią nie było między nami żadnych zgrzytów, teraz może być podobnie. Kosa to fajny facet. Ja też jestem miłym człowiekiem, więc myślę, że się dogadamy...".
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|