W strefie azjatyckiej eliminacji katarskiego mundialu, który odbędzie się w 2022 roku, trwa druga runda. Rywalizuje w niej 40 zespołów, podzielonych na osiem grup po pięć. Do dalszej fazy awansują wszystkie drużyny z pierwszych miejsc oraz cztery z najlepszym dorobkiem z drugich lokat.

Los skojarzył m.in. Koreę Północną i Południową w grupie H. Reprezentacje krajów, które od lat 50. ubiegłego stulecia są w stanie wojny, w trzeciej kolejce zagrały ze sobą w Pjongjangu. W tym mieście nie rywalizowały ze sobą od 1990 roku, kiedy zmierzyły się towarzysko. W późniejszych latach, gdy Korea Północna musiała rywalizować z Południową w roli gospodarza, mecze przenoszono do Szanghaju.

Choć rozegranie spotkania w stolicy kraju można uznać za przełom, trudno mówić o przyjaznej atmosferze. Na Północ nie wpuszczono ani kibiców, ani nawet dziennikarzy z Południa i grano przy pustych trybunach. Co więcej, ekipa gości nie mogła przejechać bezpośrednio do Pjongjangu, zamiast tego musiała podróżować przez Pekin. Nie było też transmisji telewizyjnej, ponieważ północny reżim nie porozumiał się z żadnym nadawcą.

Południowokoreańska Federacja Piłkarska (KFA) poinformowała, że spotkanie odbyło się bez większych zakłóceń. Zaprezentowano flagi obu krajów, odegrano także oba hymny. Wcześniej Korea Północna tego odmawiała, dlatego rywalizowano w Szanghaju.

Mecz w Pjongjangu obejrzał szef Międzynarodowej Federacji Piłki Nożnej (FIFA) Gianni Infantino.

"To rozczarowujące, że na trybunach nie było kibiców. Zaskoczyły nas też problemy związane z transmisją na żywo oraz z wizami dla zagranicznych dziennikarzy. Wolność mediów i wolność słowa to dla FIFA kwestie najwyższej wagi" - napisał w oświadczeniu Szwajcar.

W ubiegłym roku wydawało się, że napięcie między tymi państwami zacznie się rozluźniać. W sporcie manifestacją tego była połączona drużyna obu Korei w hokeju na lodzie czy wspólny przemarsz reprezentacji obu krajów na ceremonii otwarcia igrzysk olimpijskich w Pjongczangu. Jednak nieudane negocjacje dotyczące rozbrojenia nuklearnego doprowadziły do pogorszenia stosunków.

Po remisie 0:0 na czele grupy wciąż jest Korea Południowa, która ma siedem punktów i bilans goli 10-0. Zespół z Północy jest gorszy tylko pod względem liczby strzelonych goli - ma bilans 3-0. Kolejne lokaty zajmują Turkmenistan i Liban - po trzy punkty, a ostatnia jest Sri Lanka z zerowym dorobkiem.

Z kolei w mieście Ar-Ram, położonym na spornym obszarze Autonomii Palestyńskiej, gospodarze podzielili się punktami z Arabią Saudyjską. Drużyna gości na Zachodnim Brzegu Jordanu zagrała po raz pierwszy. Dotychczas niektóre kraje arabskie odmawiały ubiegania się o pozwolenie na wjazd na ziemie kontrolowane przez Izrael, a spotkania odbywały się na neutralnym terenie.

Na stadionie w Ar-Ram mecz grupy D obejrzało ok. 14 tysięcy kibiców. Więcej okazji bramkowych mieli gospodarze, którzy musieli jednak zadowolić się remisem. Po trzech meczach mają cztery punkty i zajmują trzecie miejsce. Arabia Saudyjska zgromadziła pięć i jest wiceliderem, a prowadzi Uzbekistan z sześcioma.

Eliminacje w tej strefie zakończą się w czerwcu 2020 roku.