Jedna z gazet podała, że będzie pan promował Platformę Obywatelską wśród Polaków mieszkających w Szkocji.
Słucham?!

Pan jako twarz PO...
No nie, kompletny absurd! Już raz ktoś podał, że będę kandydował do Sejmu i musiałem zaprzeczać. To wszystko bzdury - gram w piłkę i kompletnie nie interesuje mnie polityka.

Z tą grą w piłkę jest ostatnio różnie.
W sobotę gramy polski mecz - przyjeżdża do nas Grzesiek Szamotulski, bramkarz Dundee. Po drugiej stronie Artur Boruc, obaj wywodzą się z tego samego klubu - Legii. Będzie więc ciekawe. Ale czy w tym całym zamieszaniu znajdzie się miejsce dla mnie, nie wiem. Nie potrafię nawet zgadnąć, czy wejdę chociaż na minutę.

Powiedzmy sobie szczerze - znalazł się pan na zakręcie.
W życiu są chwile lepsze i gorsze. Długo miałem te lepsze, byłem na topie. Teraz karta się odwróciła. Od pół roku, może trochę dłużej, trwa tendencja spadkowa. To nie jest dla mnie miły czas. Jestem w momencie, w którym będę musiał podjąć jakąś męską decyzję ? albo pójdę w lewo, albo w prawo. Sądzę, że zdołam jeszcze z tego wybrnąć, że jeszcze będzie pięknie.

Kiedy to się wszystko zepsuło? Pierwszy sezon w Celtiku był znakomity...
Załatwiły mnie kontuzje. To przez nie zaczęły się wahania formy. W tym samym czasie przyszli nowi zawodnicy, zaczęli dobrze grać. Tak naprawdę, biorąc pod uwagę dyspozycję moich konkurentów, trudno jest teraz znaleźć powód, dla którego powinienem dostać szansę. Vennegoor of Hasselink jest uznanym zawodników, McDonald to reprezentant kraju. Grają naprawdę dobrze. Gdyby tak nie było, mógłbym mieć do kogoś pretensje. Ale nie mogę. W ogóle mało co mogę zrobić w tej sytuacji.

Czyżby pogodził się pan z losem? Przywykł do roli wiecznego rezerwowego?
To nie tak. Po prostu realnie oceniam moją sytuację. Oczywiście, że to wszystko mnie martwi, denerwuje, irytuje. Jak widzę, że mecz się kończy, a ja ciągle siedzę na ławce, to jestem wkurzony, nosi mnie. Ale prawda jest taka, że nie mogę tego zmienić. Chciałbym mieć argumenty, żeby nie siedzieć na ławce, ale czuję, że tych argumentów mi brakuje.

Jose Mourinho powiedział kiedyś o nieporadnie grającym Andriju Szewczence - "Będzie grał tak długo w pierwszym składzie, aż zacznie strzelać gole". Czekał wytrwale, aż się przełamie. A Gordon Strachan?
Myślę, że mnie jeszcze nie skreślił. Czekam na ten moment, na ten mecz, w którym dostanę szansę. Nie wiem kiedy, ale to nastąpi. Cóż, jest to dla mnie jedna z trudniejszych sportowych sytuacji, z jakimi się w życiu zmagałem.

Ma pan oferty z innych klubów?
Gdy otwiera się okno transferowe, zawsze są jakieś zapytania. Ale teraz do stycznia mam związane ręce. Mogę tylko walczyć o miejsce w składzie Celtiku i to robię.

Prasa pisała o tym, że przeniesie się pan do Celty Vigo.
Marzę o tym, by trafić do Hiszpanii, ale prawda jest taka, że nie mam ofert. Z Celty Vigo też nie.

A powrót do Wisły?
To były tylko spekulacje.

Mimo sytuacji, w jakiej się pan znalazł, jest pan dość kapryśny. Słyszymy, że ligi niemieckiej pan nie lubi, holenderska pana nie ekscytuje...
To nie jest kapryszenie. Stwierdzam fakt, bo chociaż w Niemczech jest kilka dobrych zespołów, ta liga nigdy mi się nie podobała. Ale nie wiem, co będzie w styczniu, jakie będę miał oferty. Nie wiem, czy nie wyląduję w lidze, o której jako dzieciak nie marzyłem.

Wciąż wierzy w pana Leo Beenhakker. Powiedział on nawet, że jako jedyny polski piłkarz idealnie potrafi pan czytać grę, umiejętnie kierować drużyną.
Cieszę się, że mam uznanie w oczach trenera Beenhakkera. Ale muszę szczerze przyznać, że czuję, iż sam trening przestaje mi wystarczać. Jestem zdrowy, codziennie trenuję, ale nie wiem, w jakiej jestem formie. Albo inaczej - wiem, że z każdym tygodniem bez meczu moja forma spada. Jest ciężko i będzie coraz gorzej. Ostatnio w kadrze usiadłem na ławce. Muszę szybko się wykaraskać z tej sytuacji, bo wiara selekcjonera we mnie nie będzie trwało wiecznie.

Nawet wygrany proces z TP SA pana nie cieszy?
Cieszą mnie głównie gole. Wszystko inne to sprawy poboczne.