Mariusz Lewandowski: Zgadza się, to już będzie znacznie poważniejszy rywal. Oni grają mądry futbol. To będzie zdecydowanie większy przedsmak tego, co nas czeka na Euro. Ale też bez przesady - to jednak tylko dopełnienie treningów i przygotowań.
Bez przesady (śmiech). Czasem się tak zdarza, że włożę gdzieś nogę czy dwie tam, gdzie nie powinienem. Ale taką mam pozycję, jestem defensywnym pomocnikiem. Zresztą niech przeciwnik wie, że nie może sobie bezkarnie hasać w mojej strefie. Nie u mnie na podwórku! Oczywiście staram się uważać na faule, ale tego nie da się uniknąć.
Na pewno. Gwarantuję, że prędzej padnę niż się poddam.
Siedziałem na ławce. Nie traktujemy tego w kategoriach rewanżu. My jesteśmy inną drużyną niż wtedy, tak samo Dania. Wydaje mi się w ogóle, że ostatnio poziom się niesamowicie wyrównał. Wszystkie ekipy mają zawodników o zbliżonych umiejętnościach. Decydować będzie coraz bardziej dyspozycja dnia i odporność psychiczna. Dotyczy to nie tylko reprezentacji, ale i klubów.
Ogórki tam nie przyjadą. Na Euro jest trudniej się zakwalifikować niż na mistrzostwa świata. Czy cztery lata temu powiedziałby pan, że Grecja zdobędzie mistrzostwo Europy?
Nie! Zresztą ja nie myślę o tym, czy gram z Niemcami, czy z Albanią. Nie ma to dla mnie znaczenia.
Bez przesady. Ja też grałem i w Lidze Mistrzów, i w Pucharze UEFA. To nie są nadludzie. Wszyscy grają w piłkę i tylko tyle. Co więcej, wszyscy grają w tę piłkę podobnie. My z Szachtarem potrafiliśmy wygrać z Barceloną u siebie 2:0, a na Camp Nou przegraliśmy 0:3. Oczywiście są jacyś zawodnicy lepiej wyszkoleni technicznie, lepsi indywidualnie. Ale liczą się nie tylko indywidualne umiejętności, ale i zespół. Jedne są lepiej zorganizowane, mają więcej pewności siebie. I my jako reprezentacja Polski musimy nabrać tej pewności siebie. Wszystko jest w głowie.