Klub czterokrotnych mistrzów kraju na zaplecze ekstraklasy wraca po pięciu latach spędzonych w niższych ligach, w których występował po ogłoszeniu upadłości i powołaniu nowego podmiotu. Powrót do 1. ligi nie sprawił jednak kibicom oczekiwanej radości. Widzew choć przerastał resztę drugoligowej stawki pod względem budżetu, organizacji, wsparcia kibiców oraz składu, w którym było wielu piłkarzy z ekstraklasową przeszłością awans wywalczył w bardzo słabym stylu i dość szczęśliwie, bowiem zawdzięcza go potknięciom GKS Katowice na finiszu rozgrywek.

Reklama

Stratą posady za "wstydliwy" sukces zapłacił trener Marcin Kaczmarek, w którego miejsce zatrudniono Enkeleida Dobiego, byłego napastnika Zagłębia Lubin, a ostatnio szkoleniowca drugoligowego Górnika Polkowice. 45-letni Albańczyk przywrócił w klubie entuzjazm i optymizm, a przeprowadzone latem transfery sprawiły, że kibice znów myślą o szybkim powrocie Widzewa do ekstraklasy.

"Nie jest tak, że będziemy sobie w tej 1. lidze tylko grać. Chcemy realizować wyższe cele i też myślimy o awansie, ale do tego musimy zbudować bardzo dobrą drużynę. To nie jest rok na przesiedzenie i przetrwanie, ale czas na zbudowanie zespołu" – zapowiedziała zatrudniając nowego trenera prezes Martyna Pajączek.

W związku z tym w krótkiej przerwie między rozgrywkami pozyskano m.in. dobrze spisującego się w Radomiaku Mateusza Michalskiego, który wrócił do Widzewa po roku, jednego z najlepszych strzelców 2. ligi Karola Czubaka (18 goli w Bytovii Bytów), Dominika Kuna (Sandecja Nowy Sącz), młodzieżowego reprezentanta Chorwacji Petara Mikulica oraz Merveille Fundambu z Konga, który po udanych występach w sparingach stał się ulubieńcem sympatyków Widzewa.

Do tego po kontuzjach wracają obrońca Krystian Nowak i napastnik Przemysław Kita, a w zespole pozostali m.in. doświadczony kapitan Marcin Robak (120 goli w ekstraklasie), Mateusz Możdżeń, Wojciech Pawłowski, Sebastian Rudol, Łukasz Kosakiewicz czy reprezentant Estonii Henrik Ojamaa. Ten skład każe stawiać łódzkiego beniaminka w szerokim gronie kandydatów do awansu.

"Drużyna jest jeszcze powoli kompletowana. Wiem, że było na to mało czasu, ale nie chcemy szukać alibi, tylko pokazać się od początku sezonu z jak najlepszej strony. Szanujemy każdego rywala, ale szanujemy też siebie. Jesteśmy Widzewem i musimy to pokazywać" – podkreślił szkoleniowiec.

Dobi mówiąc o celach swojego zespołu na nadchodzące rozgrywki wskazał, że jest nim gra o zwycięstwo w każdym meczu. Przyznał, że z jednej strony Widzew jest beniaminkiem, jednak z drugiej ambicje klubu są takie, by w krótkim czasie wrócić do ekstraklasy.

"Chcemy to robić spokojnie, krok po kroku, kolejka po kolejce. Zaczynamy sezon i niedługo wszyscy będziemy mądrzejsi, na co nas stać. Chcę zawsze wygrywać i tak samo będzie teraz" – tłumaczył były reprezentant Albanii.

Do tego jego drużyna o punkty ma walczyć w bardziej widowiskowym i ofensywnym stylu niż ostatnio. Jak bowiem podkreślił, w jego filozofii futbolu najlepszą obroną jest atak.

"Nie chcę czekać na to, aż ktoś nam coś da. Chcemy iść do przodu i starać się zdobywać gole. Musimy jednak pamiętać, że bez pracy się nie uda. W życiu nie ma niczego za darmo, no chyba że tylko deszcz z nieba" – dodał trener.

Mimo rozczarowania poprzednim sezonem oraz trwającą epidemią, Widzew wciąż może liczyć na duże wsparcie swoich fanów, którzy od początku aktywnie uczestniczą w odbudowie klubu. Do tej pory kupili już blisko 16 tysięcy karnetów na pierwszoligowe mecze w Łodzi i wiele wskazuje na to, że pod tym względem pobiją należący do nich kolejny rekord.

Drużyna Dobiego rywalizację w 1. lidze rozpocznie w sobotę, wyjazdowym spotkaniem z Radomiakiem Radom.