W środowy wieczór dwie łódzkie drużyny po trzech latach wróciły do jednej z najpopularniejszych i wywołujących największe emocje rywalizacji na polskich boiskach. Derbowy pojedynek rozegrano w ramach zaległej 3. kolejki 1. ligi, do której Widzew awansował po pięciu latach, a ŁKS spadł z ekstraklasy. W sumie zespoły Widzewa i ŁKS zmierzyły się ze sobą po raz 65.

Reklama

Nic dziwnego, że bezpośrednie starcie lokalnych rywali wywoływało ciekawość kibiców nie tylko z Łodzi. Atmosfera na stadionie Widzewa też była gorąca, choć mecz z trybun oglądało jedynie blisko 6 tys. widzów. Chętnych było co najmniej kilka razy więcej, ale ograniczenia wynikały z zaleceń sanitarnych oraz zamknięcia dwóch sektorów za złe zachowanie fanów klubu al. Piłsudskiego. W efekcie na trybunach byli jedynie sympatycy zespołu Enkeleida Dobiego, którzy tym razem stworzyli świetny klimat.

Za głośny doping nie odwdzięczyli im się jednak piłkarze Widzewa, którzy w prestiżowym pojedynku ulegli rywalowi zza miedzy 0:2. Gospodarze co prawda walczyli, za co zapłacili m.in. czerwoną kartką dla Bartłomieja Poczobuta. Wówczas przegrywali już jednak dwoma golami, które dla ŁKS zdobyli były gracz Widzewa Maksymilian Rozwandowicz po rzucie wolnym w 16. minucie oraz Adrian Klimczak w 64. minucie. Dryżyna Stawowego potwierdziła rolę faworyta, była bardziej dojrzała, opanowana i skuteczna.

Zadowolenia z triumfu w pojedynku dużej wagi nie krył trener ŁKS. Ocenił, że jego zespół zwyciężył w dobrym stylu, ale – jak dodał - gospodarze nie byli łatwym rywalem.

"Wygraliśmy bardzo ważny mecz, zarówno dla nas, jak i naszych kibiców. Spotkanie stało na niezłym poziomie. Było dużo walki, jak to w derbach bywa, ale było też dużo dobrej gry szczególnie w wykonaniu mojego zespołu. Byliśmy od Widzewa lepsi w każdej formacji. Graliśmy piłkę bardziej dojrzałą, poukładaną, z tego brały się sytuacje i bramki. Kluczem była dyscyplina taktyczna i determinacja, bo mamy takie powiedzenie: ambicja, walka, bo w sercu jest przeplatanka" – podsumował Stawowy, który w przeszłości prowadził też Widzew.

Opiekun beniaminka przyznał z kolei, że jest zawiedziony wynikiem i trzecią porażką z rzędu. Zdaniem Dobiego bardziej sprawiedliwym rezultatem byłby remis.

"Cała drużyna jest zawiedziona, kibice też, ale na pewno nie możemy odebrać piłkarzom walki, determinacji oraz tego, że chcieli rozstrzygnąć ten mecz na swoją stronę. ŁKS miał dwa celne uderzenia, z których zdobył dwie bramki. Konsekwencja, skuteczność były po ich stronie. My pokazaliśmy się z najlepszej strony w kwestii determinacji czy walki. Czasem brakowało gry, ale trzeba pamiętać, że to były derby" – podkreślił były reprezentant Albanii.

Dla ŁKS była to trzecia wygrana w trzecim meczu obecnych rozgrywek. Do tego spadkowicz do tej pory nie stracił gola i po środowym zwycięstwie awansował na pierwsze miejsce w tabeli. Widzew doznał zaś trzeciej porażki i pozostał na ostatniej pozycji.

ŁKS i Widzew rywalizują z sobą od 1948 r., ale wówczas rozegrano tylko jeden dwumecz. Tak naprawdę historia derbów Łodzi zaczęła się w 1975 r. i wiele rozegranych od tamtej pory spotkań obu łódzkich klubów zapisało się w dziejach polskiego futbolu. W środę ŁKS odniósł 13. zwycięstwo nad lokalnym rywalem, w tym premierowe w 1. lidze. Widzew ma na koncie 27 wygranych (trzy w 1. lidze), a 25 razy był remis (trzy w 1. lidze).