Dowiadujemy się tego za sprawą filmu dokumentalnego belgijskiego reżysera Yvesa Hinanta (dla francuskojęzycznej widowni jest łagodniejsza wersja - "Sędziowie").
Webb i cała nagonka na jego osobę, związana z podyktowaniem rzutu karnego przeciwko naszej reprezentacji w meczu z Austrią są najważniejszym wątkiem tej produkcji (film prezentowano podczas Warszawskiego Festiwalu Filmowego).
Hinant uzyskał specjalną zgodę od prezydenta UEFA Michela Platiniego na podsłuchiwanie rozmów arbitrów w czasie Euro 2008 za pomocą mikrofonów, mógł też niemal przez cały czas towarzyszyć im z kamerami - na boisku, w szatni, a nawet w barze. Dzięki temu zrealizował obraz jedyny w swoim rodzaju. Dla nas dodatkowo ciekawy dlatego, że odsłaniający kulisy meczu Polska - Austria.
p
Webb tylko zrobił groźną minę, ale nie cofnął swojej decyzji o uznaniu gola. W szatni cała trójka sędziowska wiedziała już, że to był błąd. Liniowy podejrzał na telebimie, że był spalony.
- wypytywali go potem członkowie komisji sędziowskiej.
"Nie wiem, nie potrafię tego racjonalnie wytłumaczyć" - odpowiadał.
W doliczonym czasie gry Webb podyktował rzut karny za faul Lewandowskiego na Proedlu, po którym Austriacy wyrównali. w internecie pojawiły się setki filmików i fotomontaży obrażających sędziego, a nawet groźby.
>>>Zobacz pamiętny rzut karny z meczu Austria-Polska
To właśnie dlatego w jednej z kluczowych sekwencji filmu reporter "Dziennika" pytał się Webba na konferencji prasowej: "Jak się pan czuje jako wróg publiczny numer jeden?"
który przyznał, że po meczu miał ochotę udusić arbitra. W Wielkiej Brytanii pod dom rodziny Webba przychodzili polscy kibice, by wykrzykiwać wyzwiska i dzwonić do drzwi. "To najgorsza sytuacja w całej karierze syna" - mówi przed kamerą matka Webba.
Jego zwierzchnicy brali go w obronę, ale trochę bez przekonania.
Webb nie jest jedynym bohaterem produkcji Hinanta. Innym jest Hiszpan Manuel Mejuto Gonzalez, który tak bardzo chciał poprowadzić finał mistrzostw Europy, że kibicował rywalom swojej reprezentacji. Jego ojciec wykrzykiwał nawet w domu "Forza Italia", budząc sprzeciw jednej ze swoich towarzyszek.
Po meczu widać go zupełnie wyczerpanego psychicznie i fizycznie, tylko w bieliźnie. Nerwowe oczekiwanie przerywa przedstawiciel komisji sędziowskiej, który wchodzi do szatni. "Bardzo dobrze, bardzo dobrze, nikt nic nie mówi o sędziach" - oznajmia.
Napięcie momentalnie opada. Bo brak zastrzeżeń to najlepszy komplement dla sędziego.