Borski to były arbiter, który w Ekstraklasie prowadził blisko 250 meczów. Karierę z gwizdkiem zakończył w 2016 roku. Jak ujawnił w rozmowie "WP SportoweFakty" w czasie pracy na polskich boiskach spotkał się z mobbingiem ze strony przełożonych.
W czasach, kiedy Borski był aktywnym sędziom Kolegium Sędziów rządzili najpierw Zbigniew Przesmycki, a następnie Tomasz Mikulski. Były arbiter podał konkretne przykłady.
Ze względu na konflikt personalny z panami Przesmyckim i Mikulskim. Mnie chodziło o ideę, chciałem zreformować system szkolenia sędziów. Starałem się przekonać do tego jako członek komisji szkoleniowej. Denerwowało mnie, że Przesmycki wymyślał własne przepisy, co sprawiało, że w Europie i w lidze sędziowaliśmy inaczej. Byłem wówczas obserwatorem międzynarodowym, brałem udział w szkoleniach. Mocno się sprzeciwiałem temu, że sędzia w lidze nie mógł dać żółtej kartki za konkretne przewinienie, a w Europie wręcz przeciwnie. To się arbitrom myliło, poza tym kibice byli zdezorientowani. W odpowiedzi zaczął się klasyczny mobbing, więc zrezygnowałem - mówi Borski.
Były sędzia polskiej Ekstraklasy nie ma wątpliwości, ze był ofiara mobbingu. Tak, również przez pana Mikulskiego. Podam sztandarowy przykład: kiedy moja żona była w dziewiątym miesiącu ciąży, prosiłem o obsadę obserwatorską na meczach rozgrywanych w miarę blisko Warszawy, bym w razie rozpoczęcia porodu mógł szybko wracać. No to złośliwie byłem wysyłany do Szczecina albo do Lubina, gdzie w tamtych czasach - gdy nie było autostrad - to naprawdę stanowiło długą wyprawę. Pewna osoba była później świadkiem rozmowy, gdy Przesmycki chwalił się komuś, że tak zrobił, to miał być sposób na "wychowanie" podwładnego. Kiedy powiedziałem, że nie mogę jeździć do Szczecina czy Lubina, zaczęto mnie notorycznie wysyłać do Siedlec na mecz pierwszej ligi - w sytuacji, gdy byłem obserwatorem międzynarodowym - podkreśla Borski.
Michał Ignasiewicz, dziennikarz, redaktor Dziennik.pl. Warszawiak, po dwóch szkołach Mistrzostwa Sportowego. Siatkarzem nie został, bo zabrakło mu wzrostu, w piłce nożnej nie zrobił kariery, bo byli lepsi. Ale do trzech razy sztuka, więc spełnia się w roli dziennikarza sportowego. Zaczynał gdy miał 20 lat w Super Expressie. Później był m.in. Przegląd Sportowy, Dziennik, Futbol News. Fan futbolu nie tylko tego na poziomie Ligi Mistrzów. Po pracy sam zasiada na ławce trenerskiej i prowadzi swoją piłkarską drużynę. Ukończył Wyższą Szkołę Dziennikarską im. Melchiora Wańkowicza i Akademię im. Aleksandra Gieysztora w Pułtusku.
