Feio miał obrazić radnego Radomia
W niedzielę Radomiak na własnym stadionie gościł GKS Katowice. Mecz zakończył się porażką gospodarzy. Po meczu Feio, który oglądał spotkanie z trybun winę za porażkę chyba chciał "zwalić" na fatalny stan murawy. O jej kondycje miał pretensje do radnego Wójcika.
Kto nie pracował z trenerem Feio, to nie wie, jak praca z nim może być traumatycznym przeżyciem. Obelgi są na porządku dziennym. No i ja przeżywałem traumę w związku z tą pracą, ponieważ on mnie obciążał, że ja odpowiadam za boisko w klubie, co nie jest prawdą, gdyż obiekt jest Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji. Różne awantury mi robił: o jacuzzi, płytę treningową na Narutowicza, teraz o tę główną, ona rzeczywiście jest w fatalnej kondycji, ale po pierwsze trudno mi za to wziąć odpowiedzialność, po drugie niestety na warunki atmosferyczne nie ma się wpływu. W każdym razie - wychodzę z loży i trener do mnie mówi: "Jak to boisko przygotowałeś, skur*ysynu?" - przedstawia swoją wersję wydarzeń w rozmowie z serwisem "Weszlo.com" Wójcik.
Wójcik twierdzi, ze się bronił
Obaj panowie posprzeczali się, ale na słowach się nie skończyło. Radny miał uderzyć trenera piłkarzy Radomiaka.
W nerwach się schowałem, byłem zszokowany. Wróciłem do loży. Później jak czekałem na swoje dziecko na korytarzu, myślałem, że trener jest u siebie w pokoju i że już nie będę miał okazji go spotkać. A on skądś szedł. Ja do niego krzyknąłem, że nie życzę sobie, żeby mnie nazywał skur*ysynem, bo moja mama nie była taką panią. I on zaczął się zbliżać, coś mi tłumaczyć. Zbliżył się tak blisko, że myślałem, że chce mnie uderzyć głową. Odruchowo zasłoniłem się ręką, ale niestety byliśmy bardzo blisko siebie i lekko musnąłem trenera Feio w policzek. Wiem, że to się nie powinno zdarzyć, ale to była prowokacja i moje zachowanie odbieram jako reakcję obronną na to, co zrobił pan trener - tłumaczy na łamach "Weszlo.com" radny z Radomia.
Feio i radny spotkają się w sądzie
Wójcik zapewnia, że nie uderzył Feio a jedynie go "musnął". Twierdzi, ze ma świadków. Sprawą zajęła się policja, a jej finał prawdopodobnie rozstrzygnie się przed sądem, bo obaj panowie zapowiedzieli, że wejdą na drogę prawną.
Michał Ignasiewicz, dziennikarz, redaktor Dziennik.pl. Warszawiak, po dwóch szkołach Mistrzostwa Sportowego. Siatkarzem nie został, bo zabrakło mu wzrostu, w piłce nożnej nie zrobił kariery, bo byli lepsi. Ale do trzech razy sztuka, więc spełnia się w roli dziennikarza sportowego. Zaczynał gdy miał 20 lat w Super Expressie. Później był m.in. Przegląd Sportowy, Dziennik, Futbol News. Fan futbolu nie tylko tego na poziomie Ligi Mistrzów. Po pracy sam zasiada na ławce trenerskiej i prowadzi swoją piłkarską drużynę. Ukończył Wyższą Szkołę Dziennikarską im. Melchiora Wańkowicza i Akademię im. Aleksandra Gieysztora w Pułtusku.
