Koronie wystarczył jeden celny strzał

Legioniści zaczęli mecz z animuszem. W pierwszym kwadransie goście mieli sporo kłopotów z wyprowadzeniem piłki z własnej połowy. Jednak z upływem kolejnych minut podopieczni Jacka Zielińskiego coraz śmielej i odważnej radzili sobie na murawie przy Łazienkowskiej.

Reklama

W 24. Tamar Svetlin idealnie dograł piłkę w pole karne do Mariusza Stępińskiego, a ten uderzeniem głową pokonał Kacpra Tobiasza. To był jedyny celny strzał Korony w pierwszej połowie meczu.

Rajovic znów dał powody do krytyki

Gospodarze najlepszą okazję do wyrównania mieli minutę tuż przed zejściem na przerwę do szatni. W polu karnym Xavier Dziekoński faulował rozpędzonego Arkadiusza Recę. Sędzia Patryk Gryckiewicz z Torunia nie miał żadnych wątpliwości i od razu wskazał na jedenasty metr.

Do piłki ustawionej na "wapnie" podszedł Mileta Rajovic. Duńczyk, który latem trafił do Legii za 3 mln euro i jest najbardziej krytykowanym piłkarzem Ekstraklasy uderzył lekko i sygnalizowanie. Dziekoński odbił futbolówkę, do której dopadł napastnik "Wojskowych", ale i tym razem Rajovic nie zdołał pokonać bramkarza Korony.

Centymetry uratowały Legię przed stratą drugiego gola

Po zmianie stron obraz gry się nie zmienił. Przy piłce dłużej utrzymywała się Legia, ale to Korona stwarzała większe zagrożenie i była bliższa podwyższenia wyniku niż gospodarze wyrównania.

W 61. minucie Stępiński drugi raz w tym meczu głową umieścił piłkę w siatce Tobiasza. Tym razem jednak trafienie nie zostało zaliczone. Napastnik drużyny z Kielc był na minimalnym spalonym.

Kapustka trafił z rzutu karnego

Legia konsekwentnie dążyła do zmiany niekorzystnego wyniku. Kwadrans przed końcem Jurgen Elitim został faulowany w szesnastce gości i arbiter po raz drugi w tym spotkaniu podyktował rzut karny dla zespołu kierowanego przez Marka Papszuna. Bartosz Kapustka wygrał rywalizację z Dziekońskim i pewnym uderzeniem doprowadził do remisu.

Reklama

Stępiński katem Legii

Na tym nie koniec emocji. W 81. minucie Legia miała mnóstwo szczęścia. Dawid Błanik trafił w słupek, a dobitka Konrada Matuszewskiego wylądowała na poprzeczce.

Osiem minut później jednak już nic nie uratowało Legii przed stratą gola. Po wrzucie piłki z autu i małym zamieszaniu piłka trafiła pod nogi Stępińskiego, który z bliska rozstrzygnął losy meczu.