Faworytem meczu wydają się być wrocławianie, którzy z dorobkiem 25 punktów zajmują pierwsze miejsce w tabeli ekstraklasy. Zagłębie, które ma na koncie 10 punktów, jest piętnaste, ale ma do rozegrania zaległe spotkanie z Legią Warszawa.

Reklama

Wicemistrzowie Polski przystąpią do meczu osłabieni brakiem obrońcy Amira Spahica i pomocnika Dariusza Sztylki. Pod znakiem zapytania stoi także występ Mariana Kelemena, który jeszcze w czwartek trenował indywidualnie. W Lubinie zabraknie także kibiców wrocławskiej drużyny, na których nałożony został zakaz uczestniczenia w meczach wyjazdowych.

"Szkoda, że w niedzielę nie będzie naszych kibiców. Na pewno będzie nam brakowało ich wsparcia. Wiemy, że miejscowi fani będą chcieli nam zgotować piekło, a kiedy nasi sympatycy są na trybunach, to zawsze ich słychać i gospodarze nie są tak głośni" - powiedział kapitan wrocławskiej drużyny Sebastian Mila.

Pomocnik Śląska dodał, że na postawę piłkarzy Zagłębia w meczu derbowym duży wpływ może mieć także zmiana trenera. "Każdy z zawodników od tego momentu ma czystą kartę i może ją zapisać dobrze lub źle. Piłkarze będą się chcieli pokazać i podejdą do meczu z nami jeszcze bardziej zmobilizowani niż do pozostałych spotkań" - mówił Mila.

Sam Hapal, który w karierze trenerskiej zdobył m.in. mistrzostwo Słowacji i awansował z MKS Żylina do Ligi Mistrzów, zaznaczył, że tak ważny dla kibiców Zagłębia mecz, jest mu "trochę na rękę". "Jestem tutaj od niedawna i zachowam podczas tego spotkania zimną krew. Nie tak jak na przykład kibice, czy też może jak piłkarze na boisku. Będę musiał przecież podczas tego meczu mieć chłodną głowę" - mówił.

Nowy szkoleniowiec "Miedziowych" nie będzie mógł jednak skorzystać m.in. z pauzującego za cztery żółte kartki napastnika Arkadiusza Woźniaka oraz zawieszonego Błażeja Telichowskiego, który w meczu z PGE GKS Bełchatów został ukarany czerwoną kartką.

Początek spotkania zaplanowano na godz. 14.30, a poprowadzi je sędzia Paweł Raczkowski z Warszawy.