Ligowy klasyk nie wzbudził tak ogromnego zainteresowania w stolicy Wielkopolski, jak to miało miejsce w poprzednich latach. Na trybunach zasiadło nieco ponad 24 tysiące kibiców, co w przypadku pojedynków Lecha z Legią jest najgorszą frekwencją od września 2010 roku. Z drugiej strony w sobotni wieczór zanotowano najwyższą frekwencję w tym sezonie na poznańskim stadionie.

Mecz ułożył się po myśli gospodarzy, którzy już w 8. minucie objęli prowadzenie. Płaskie dośrodkowanie przecięło pole karne, a Nikola Vujadinovic próbował zamknąć akcję. Gdyby nie pomoc obrońcy Legii Marko Vesovicia, piłka raczej nie ugrzęzłaby w siatce. Obaj zawodnicy z Czarnogóry mieli niemal równy udział w zdobytej bramce, ostatecznie przypisano ją Vujadinoviciowi.

Gol uskrzydlił poznaniaków, którzy przez kolejny kwadrans sprawiali nieco lepsze wrażenie od sennie grających legionistów. Ciekawych sytuacji było jak na lekarstwo. Po jednym z kontrataku lechici mieli szansę wyjść dwójką zawodników na osamotnionego Artura Jędrzejczyka. Defensor gości odważnie zatrzymał Macieja Makuszewskiego, choć gospodarze domagali się odgwizdania rzutu wolnego. Sędzia Tomasz Musiał uznał, że zagranie warszawskiego piłkarza było prawidłowe.

W pierwszej połowie krakowski arbiter nie miał zbyt wielu kontrowersyjnych sytuacji, choć czasami piłkarze obu drużyn grali ostro, na pograniczu faulu. Tylko raz "przesadził" Makuszewski, który ujrzał żółty kartonik.

Zbyt wiele pracy nie mieli też bramkarze obu ekip. Ale też trudno się dziwić, skoro przez 45 minut zawodnicy oddali zaledwie dwa celne strzały w światło bramki – oba autorstwa gospodarzy.

Po zmianie stron nadal brakowało płynności w grze, sporo było chaosu i niedokładności. Z każdą upływająca minutą Legia częściej była w posiadaniu piłki, spychając rywala na ich własną połowę. Z tej przewagi niewiele jednak wynikało.

Podopieczni Adama Nawałki swoich szans szukali w kontrach, ale gdy nadarzały się okazje do wyprowadzenia szybkich ataków, piłki nie trafiały do wysuniętych Darko Jevticia i Christiana Gytkjaera.

W 78. minucie lechici w końcu "dotarli" do pola karnego gości. W szesnastce Kamil Jóźwiak walczył o piłkę z Dominikiem Nagym. Rezerwowy Legii zachował się nieodpowiedzialnie, tym bardziej, że sytuacja miała miejsce przy linii końcowej. Musiał bez wahania wskazał na rzut karny, a pewnym egzekutorem okazał się Gytkjaer, który zanotował 11. trafienie w tym sezonie.

Lech Poznań - Legia Warszawa 2:0 (1:0)
Bramki: 1:0 Nikola Vujadinovic (8), 2:0 Christian Gytkjaer (79-karny)
Żółta kartka - Lech Poznań: Maciej Makuszewski, Nikola Vujadinovic, Robert Gumny, Pedro Tiba. Legia Warszawa: Artur Jędrzejczyk, Iuri Medeiros
Sędzia: Tomasz Musiał (Kraków)
Widzów: 24 164
Lech Poznań: Jasmin Buric - Robert Gumny, Thomas Rogne, Nikola Vujadinovic, Wołodymyr Kostewycz - Maciej Makuszewski (85. Marcin Wasielewski), Maciej Gajos, Darko Jevtic (80. Vernon De Marco), Pedro Tiba, Kamil Jóźwiak (87. Filip Marchwiński) - Christian Gytkjaer
Legia Warszawa: Radosław Majecki - Marko Vesovic, Mateusz Wieteska, Artur Jędrzejczyk, Adam Hlousek - Salvador Agra (63. Dominik Nagy), Cafu, Sebastian Szymański, Andre Martins (80. Iuri Medeiros), Michał Kucharczyk (80. Sandro Kulenovic) - Carlitos