Kolejne efektowne zwycięstwo podopiecznych trenera Macieja Skorzy obejrzało 28 808 widzów, co jest rekordem frekwencji w tym sezonie ekstraklasy.

Reklama

Poznaniacy lepszego początku spotkania nie mogli sobie wymarzyć. Już pierwsza akcja przyniosła prowadzenie – Pedro Rebocho dośrodkował w pole karne, tam przypadkowo podanie przedłużył Wojciech Golla, a piłka spadła pod nogi Joao Amarala. Będący ostatnio w znakomitej formie Portugalczyk przymierzył niezwykle precyzyjnie.

Po tak szybko strzelonym golu lechitom grało się znacznie łatwiej, ale z obranej wcześniej strategii nie rezygnowali i atakowali rywala już przed jego własnym polem karnym.

Wrocławianie po łatwych stratach piłek momentami czuli się bezsilni. Przed długie fragmenty meczu golkiper Lecha Filip Bednarek z daleka obserwował wydarzenia na boisku. Pierwszy celny strzał goście oddali w 28 minucie – uderzenie Roberta Picha nie bez kłopotów Bednarek sparował na rzut rożny.

Ten stały fragment gry Śląsk nie najlepiej rozegrał, na strzał z ok. 30 metrów zdecydował Krzysztof Mączyński, ale przyblokował go Jakub Kamiński. Pomocnik Lecha przejął piłkę i nagle okazało się, że cała defensywa wrocławskiego zespołu pozostała na połowie przeciwnika. Po ponad 50-metrowym rajdzie Kamiński w sytuacji sam na sam pokonał Szromnika.

Reklama

Do siatki trafił także Ishak, ale jego radość trwała krótko, bowiem uczynił to będąc na pozycji spalonej. Goście sporadycznie atakowali bramkę lechitów, ale ich "wrzutki" w pole karne były zbyt czytelne dla poznańskich obrońców.

W przerwie trener przyjezdnych Jacek Magiera dokonał dwóch zmian, na murawie pojawili się Jakub Iskra i Patryk Janasik. Rezerwowi jednak nie zdążyli zaznaczyć swojej obecności, a gospodarze prowadzili już 4:0.

W roli głównej znów wystąpił Kamiński, który po podaniu Dani Ramireza wbiegł w pole karne i przy trochę biernej postawie Iskry oraz Mączyńskiego uderzył po tzw. długim słupku i Szromnik znów był bez szans.

Po kilkudziesięciu sekundach było już 4:0, Kamiński wyłuskał piłkę spod nóg Szymona Lewkota, przejął ją Ishak, który zdobył swojego siódmego gola w tym sezonie i dogonił liderującej w klasyfikacji najlepszych snajperów Pelle van Amersfoorta.

Gol Szweda "zamknął" emocje w tym spotkaniu, wrocławianie szukali szansy na zdobycie choć honorowej bramki, ale to "Kolejorz" stwarzał groźniejsze sytuacje. Wprowadzony w drugiej połowie Filip Marchwiński będąc w sytuacji jeden na jeden z brakarzem gości niepotrzebnie szukał partnerów zamiast zakończyć akcję. Świetnej okazji nie wykorzystał też Amaral, który trochę nonszalancko próbował przelobować Szromnika, ale ten bez kłopotów złapał piłkę.

W końcówce spotkania gospodarze znów się uaktywnili. Po ładnej wymianie podań Artura Sobiecha z Ramirezem, Hiszpan minimalnie spudłował. Bliski zdobycia bramki był Bartosz Salamon, który wygrał pojedynek główkowy po rzucie rożnym, ale tym razem Szromnik nie dał się zaskoczyć.

Lech Poznań - Śląsk Wrocław 4:0 (2:0)
Bramki: 1:0 Joao Amaral (2), 2:0 Jakub Kamiński (30), 3:0 Jakub Kamiński (54), 4:0 Mikael Ishak (56)
Żółta kartka - Śląsk Wrocław: Dino Stiglec
Sędzia: Bartosz Frankowski (Toruń)
Widzów: 28 808
Lech Poznań: Filip Bednarek - Lubomir Satka (74. Joel Pereira), Bartosz Salamon, Antonio Milic, Pedro Rebocho - Joao Amaral (74. Michał Skóraś), Jesper Karlstroem, Dani Ramirez, Pedro Tiba (74. Nika Kwekweskiri), Jakub Kamiński (65. Filip Marchwiński) - Mikael Ishak (77. Artur Sobiech)
Śląsk Wrocław: Michał Szromnik - Szymon Lewkot (81. Łukasz Bejger), Wojciech Golla, Diogo Verdasca - Bartłomiej Pawłowski (46. Patryk Janasik), Petr Schwarz (73. Rafał Makowski), Krzysztof Mączyński, Dino Stiglec (46. Jakub Iskra) - Robert Pich (81. Adrian Łyszczarz), Erik Exposito, Mateusz Praszelik