Jagiellonia pod Wawel przyjechała w doskonałym nastroju po czwartkowym zwycięstwie w Lidze Konferencji nad TSC Backa Topola. W ten sposób ekipa z Podlasia przypieczętowała awans do 1/8 finału tych rozgrywek.
Jagiellonia dwa razy trafiła Cracovię przed przerwą
Goście walczący o obronę mistrzowskiego tytułu w pierwszych 45. minutach zaprezentowali się doskonale. W 34. minucie gola na 1:0 strzelił Darko Churlinov. Skrzydłowy Jagiellonii w zamieszaniu przed bramką Cracovii znalazł się tam, gdzie powinien i z dużą dozą szczęścia dał swojej drużynie prowadzenie.
Kibice zespołu z Białegostoku nie zdążyli jeszcze świętować pierwszego gola, a znów mieli powody do radości. W 39. minucie na 2:0 podwyższył Jesus Imaz. Hiszpan popisał się kapitalnym strzałem zewnętrzną częścią stopy.
Bzdyl zaliczył gola "stadiony świata"
W tym momencie chyba nikt nie wyobrażał sobie, że Jagiellonia nie wygra tego meczu. A jednak... W drugiej połowie role się odwróciły. To Cracovia doszła doszła do głosu i przejęła inicjatywę na boisku. Po piłkarzach gości z każdą kolejną minutą coraz bardziej było widać, że odczuwają oni trudy czwartkowego pojedynku w Lidze Konferencji.
Cracovia wykorzystała to z zimną krwią. W 73. kontaktowego gola strzelił Fabian Bzdyl. Jeśli bramkę Imaza określiliśmy "kapitalną", to powiedzieć to samo o trafieniu 17-letniego gracza "Pasów", to nic nie powiedzieć.
Wychowanek Cracovii przymierzył z dystansu i wyszło fantastycznie. Ten gol śmiało może kandydować do bramki sezonu. Piłka wpadła praktycznie w samo "okienko". Sławomir Abramowicz wyciągnął się jak struna, ale nie dał rady skutecznie interweniować.
Niedosyt Cracovii i Jagiellonii
Gol Bzdyla jeszcze bardziej napędził gospodarzy. Cracovia poszła za ciosem i pięć minut przed końcem regulaminowego czasu gry wyrównała. Bramkę na 2:2 głową zdobył Mick van Buren.
Podział punktów nie cieszy żadnego z zespołów. Jagiellonia nie wykorzystała szansy wskoczenia na fotel lidera Ekstraklasy. Natomiast dla Cracovii, dla której jest to 10. remis z rzędu mogła wyprzedzić Legię i przesunąć się na piąte miejsce w tabeli.
Michał Ignasiewicz, dziennikarz, redaktor Dziennik.pl. Warszawiak, po dwóch szkołach Mistrzostwa Sportowego. Siatkarzem nie został, bo zabrakło mu wzrostu, w piłce nożnej nie zrobił kariery, bo byli lepsi. Ale do trzech razy sztuka, więc spełnia się w roli dziennikarza sportowego. Zaczynał gdy miał 20 lat w Super Expressie. Później był m.in. Przegląd Sportowy, Dziennik, Futbol News. Fan futbolu nie tylko tego na poziomie Ligi Mistrzów. Po pracy sam zasiada na ławce trenerskiej i prowadzi swoją piłkarską drużynę. Ukończył Wyższą Szkołę Dziennikarską im. Melchiora Wańkowicza i Akademię im. Aleksandra Gieysztora w Pułtusku.