Wieczorny mecz na Camp Nou do końca trzymał w napięciu i przejdzie do historii tego sezonu Primera Division, również za sprawą goli. Trzy padły po strzałach z "jedenastek", a jeden był samobójczy.

Reklama

Barcelona po raz pierwszy objęła prowadzenie w 11. minucie, gdy po dośrodkowaniu gospodarzy z rzutu rożnego piłkę do własnej bramki skierował Diego Costa.

Już osiem minut później wyrównał Saul Niguez, wykorzystując rzut karny.

Na początku drugiej połowy Katalończycy ponownie wyszli na prowadzenie, tym razem za sprawą Messiego.

Słynny Argentyńczyk w bardzo efektowny, techniczny sposób wykorzystał "jedenastkę", strzelając swoją 700. bramkę w karierze.

630 z tych trafień 33-letni Messi uzyskał dla Barcelony, w której spędził całą karierę (jest najlepszym strzelcem w historii klubu), a 70 dla reprezentacji Argentyny, co również jest rekordem.

Barcelonie nie udało się jednak utrzymać korzystnego wyniku, ponieważ w 62. minucie sędzia podyktował "jedenastkę" dla Atletico, którą ponownie wykorzystał Saul Niguez.

Taki wynik oznacza, że Barcelona pozostała na drugim miejscu w tabeli. Ma 70 punktów i traci jeden do Realu Madryt, który w czwartkowym meczu 33. kolejki podejmie piąte Getafe.

Trener Realu Zinedine Zidane twierdził jednak już przed tą serią spotkań, że walka o mistrzostwo potrwa do końca.

Kwestia tytułu rozstrzygnie się w ostatniej kolejce. Wystarczy zobaczyć, jak ciężko było rywalizować przeciwko ostatniej drużynie (Real pokonał 28 czerwca zamykający tabelę Espanyol 1:0 - PAP). W lidze hiszpańskiej nigdy nic nie wiadomo. Wcześniej prowadziła Barcelona, a teraz my jesteśmy na czele – wskazał Zidane, cytowany w miejscowych mediach.

Atletico zajmuje trzecie miejsce - 59 pkt, a czwarta jest Sevilla (57), która we wtorek gładko pokonała na wyjeździe przedostatni w tabeli zespół Leganes 3:0.