"The Reds" poradzili sobie z "Wilkami" nadspodziewanie łatwo. Prowadzenie gospodarzom w 24. minucie dał Mohamed Salah, który wykorzystał błąd obrońcy gości Conora Coady'ego i bez trudu umieścił piłkę w siatce.

Reklama

Pozostałe bramki padły w drugiej połowie. W 58. minucie ładnym strzałem zza pola karnego popisał się Georginio Wijnaldum, a w 67. głową podwyższył Joel Matip. Wynik w 78. minucie samobójczym trafienie ustalił Nelson Semedo.

Dzięki zmniejszeniu restrykcji związanych z pandemią COVID-19 spotkanie mogło obejrzeć dwa tysiące kibiców.

"Kiedy wychodziliśmy na murawę, wszyscy mieliśmy gęsią skórkę. 10 miesięcy temu nie uwierzyłbym, że wystarczy do tego dwa tysiące osób. Mecz, atmosfera, wszystko było idealne" - powiedział trener Liverpoolu Juergen Klopp.

Również w niedzielę Tottenham w derbach Londynu pokonał u siebie Arsenal 2:0. Bramki dla "Kogutów" w pierwszej połowie zdobyli Koreańczyk Heung-Min Son i Harry Kane.

Ta dwójka tworzy zabójczy duet w tym sezonie. To było dziesiąte w obecnych rozgrywkach trafienie Sona i ósme Kane'a. W niedzielę nie tylko obaj wpisali się na listę strzelców, ale również wzajemnie sobie asystowali. Koreańczyk w 13. minucie pięknie uderzył z ponad 20 metrów, a Kane tuż przed przerwą potężnie huknął z bliskiej odległości.

Tottenham i Liverpool mają dwa punkty przewagi nad Chelsea Londyn oraz trzy nad Leicester City. Arsenal natomiast notuje najgorszy start rozgrywek od 1981 roku. Mający wielkie aspiracje "Kanonierzy" w jedenastu kolejkach odnieśli tylko cztery zwycięstwa i w tabeli zajmują dopiero 15. miejsce.