Mecz w Madrycie rozpoczął się bardzo źle dla gospodarzy, bowiem już w dziewiątej minucie czerwoną kartkę za faul na wychodzącym na dogodną pozycję Sergio Leonie zobaczył brazylijski obrońca Eder Militao.

Reklama

Wprawdzie cztery minuty potem Real objął prowadzenie po golu Marco Asensio (świetna asysta Niemca Toniego Kroosa), ale później warunki na boisku dyktowali już tylko goście.

W 32. minucie wyrównał po ładnym strzale Jose Luis Morales i wynik 1:1 utrzymał się do przerwy.

Levante mogło objąć prowadzenie w 64. minucie - Roger Marti wykonywał wówczas rzut karny, jednak belgijski bramkarz Thibaut Courtois obronił jego strzał.

Niespełna kwadrans później Marti z antybohatera stał się bohaterem drużyny z Walencji. Po rzucie rożnym i kilku krótkich podaniach gości piłka trafiła do napastnika Levante, który precyzyjnym strzałem z kilkunastu metrów zapewnił swojej drużynie zwycięstwo.

W cały meczu "Królewscy" oddali tylko dwa celne strzały, a ich rywale - osiem.

Nie jest łatwo pokonać Real. Trzeba cały mecz grać dobrze w każdym elemencie i bardzo ciężko pracować. Mam nadzieję, że taki występ pomoże nam uwierzyć w siebie i kontynuować to w przyszłości - przyznał uradowany Marti.

Piłkarze z Madrytu ponownie musieli sobie radzić bez zakażonego koronawirusem i przebywającego na kwarantannie trenera Zinedine'a Zidane'a.

Wicelider Real pozostał więc z dorobkiem 40 punktów. Traci siedem do lokalnego rywala - Atletico zagra w niedzielę na wyjeździe z Cadiz CF.

Na ten dzień zaplanowano też m.in. ciekawie zapowiadający się mecz czwartej obecnie Barcelony z Athletic Bilbao. Będzie to jednocześnie rewanż za niedawny finał turnieju o Superpuchar Hiszpanii, który wygrała drużyna z Kraju Basków (3:2 po dogrywce).