W wypadku zginął też młodszy brat Joty
Prowadzący mszę pogrzebową ordynariusz diecezji Porto biskup Manuel Linda przypomniał podczas kazania o bliskich związkach piłkarza z rodziną, szczególnie z młodszym o trzy lata bratem Andre Silvą, który w nocy ze środy na czwartek zginął wraz Jotą w wypadku samochodowym w północno-zachodniej Hiszpanii.
Bracia kierowali się z rodzinnego miasta Gondomar do Santanderu, gdzie Diogo Jota miał wsiąść na prom udający się do Anglii, aby uniknąć podróży lotniczej. Ta była mu odradzana przez lekarzy w związku z operacją płuca, którą piłkarz przeszedł w czerwcu.
Z wciąż niewyjaśnionych przyczyn samochód Lamborghini, którym wraz z bratem podróżował Jota zjechał podczas manewru wyprzedzania na lewą stronę drogi A52 i stanął w płomieniach. Śledczy twierdzą, że auto wypadło z trasy prawdopodobnie wskutek pęknięcia opony.
Jota karierę zaczynał w małym klubie
Uczestniczący w pogrzebie pomocnik reprezentacji Portugalii Bernardo Silva powiedział w rozmowie z lokalnymi mediami o bliskich więzach łączących go ze swoim kolegą z reprezentacji, „pomimo, że grali w przeciwnych klubach”. Zawodnik Manchesteru City przypomniał o dużym talencie i umiejętnościach, jakie miał Diogo Jota, a także o fakcie, że pochodzący z Gondomaru zawodnik nie zaczynał kariery w dużym klubie sportowym. Byliśmy często z Jotą na boisku rywalami, ale równocześnie przyjaźniliśmy się. Często wspólnie spędzaliśmy czas podczas zgrupowań reprezentacji - powiedział Bernardo Silva.
Jota w czerwcu wziął ślub
W rozpoczętych w sobotę rano uroczystościach pogrzebowych wzięli udział koledzy Diogo Joty z Liverpool FC, a także z reprezentacji Portugalii oraz byłych klubów, w których występował pochodzący z Gondomaru piłkarz.
Diogo Jota występował m.in. w Liverpool FC, Wolverhampton Wanderers, FC Porto oraz w FC Pacos de Ferreira. W ostatniej drodze Portugalczykowi towarzyszyli m.in. koledzy z reprezentacji Ruben Neves, Joao Cancelo, Bruno Fernandes, a także Ruben Dias.
Były piłkarz reprezentacji Portugalii, z którą w czerwcu triumfował w rozgrywkach Ligi Narodów, osierocił trójkę dzieci. W czerwcu wziął też ślub ze swoją długoletnią partnerką, matką swoich dzieci.
Michał Ignasiewicz, dziennikarz, redaktor Dziennik.pl. Warszawiak, po dwóch szkołach Mistrzostwa Sportowego. Siatkarzem nie został, bo zabrakło mu wzrostu, w piłce nożnej nie zrobił kariery, bo byli lepsi. Ale do trzech razy sztuka, więc spełnia się w roli dziennikarza sportowego. Zaczynał gdy miał 20 lat w Super Expressie. Później był m.in. Przegląd Sportowy, Dziennik, Futbol News. Fan futbolu nie tylko tego na poziomie Ligi Mistrzów. Po pracy sam zasiada na ławce trenerskiej i prowadzi swoją piłkarską drużynę. Ukończył Wyższą Szkołę Dziennikarską im. Melchiora Wańkowicza i Akademię im. Aleksandra Gieysztora w Pułtusku.