Dziennik Gazeta Prawana logo

Puchar Mistrzów. Czas na Brazylię

20 listopada 2009, 19:05
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Po dwóch porażkach - 2:3 z Japonią i 1:3 z Kubą - polscy siatkarze mają w sobotę najtrudniejszego rywala w turnieju o Puchar Wielkich Mistrzów. W Nagoi spotkają się z obrońcą trofeum - Brazylią, z którą nie wygrali od siedmiu lat.

"Brazylia jest najlepsza na świecie i to nie przez jeden czy dwa sezony, ale od dawien dawna. Będzie trudno ją pokonać" - ocenił trener mistrzów Europy Daniel Castellani.

Dodał, że nie należy do osób, które zawsze coś wynajdują, by wytłumaczyć się z niepowodzeń, ale - jak przyznał w rozmowie z PAP - są w zespole problemy fizyczne, które trudno ominąć w krótkim okresie. "Tak czasami jest, że nie wszystko biegnie po naszej myśli, ale fakt jest faktem, że gra nam się w Japonii nie układa. Przede wszystkim zawodnicy nie są w pełni zdrowi".

Argentyński szkoleniowiec już przed odlotem z Warszawy mówił, że termin turnieju, pod koniec roku, nie jest dobry. Przewidywał, że siatkarze będą odczuwali zmęczenie, które będzie się jeszcze nakładało graniem niemalże dzień po dniu. Dlatego też podkreślał, że nie stawia przed drużyną żadnych celów, a skoro już Polska dostąpiła po raz pierwszy zaszczytu gry w Pucharze Wielkich Mistrzów, można to wykorzystać szkoleniowo.

Piotr Nowakowski powiedział, że zespołowi potrzebne jest zwycięstwo, które dodałoby sił i nastroiło bardziej optymistycznie. "W sobotę, po dniu wolnym, czeka nas kolejny bardzo trudny mecz z Brazylią, ale może w końcu i dla nas zaświeci słońce. Może uda nam się im przeciwstawić" - powiedział środkowy reprezentacji kraju.

Z kolei Piotr Gacek przyznał, iż nie spodziewał się, że zmęczenie da znać o sobie tak bardzo. "Myślałem, że odnowa biologiczna i masaże, a także luźniejsze treningi podczas krótkiego zgrupowania w Bełchatowie przed odlotem do Japonii, przywrócą mi świeżość. Ale tak się nie stało".

Libero dodał, że z utęsknieniem czeka już na święta Bożego Narodzenia. "Nigdzie nie pojadę, zamknę się w domu z rodziną i będę wypoczywał, aż do Nowego Roku".

W 2002 roku, w 13. edycji Ligi Światowej, słynnych "Canarinhos" Polakom udało się pokonać w Goianii 3:0, a dzień później ulegli im tylko 2:3. We wspaniałej formie byli wówczas Sebastian Świderski i Piotr Gruszka.

Natomiast tydzień później, w katowickim "Spodku", podopieczni ówczesnego trenera Waldemara Wspaniałego dwukrotnie zwyciężyli po 3:2, choć wcale nie grali w tych spotkaniach porywająco. Czołowymi zawodnikami byli wówczas Dawid Murek, Marcin Nowak i Gruszka, a po stronie rywali Giba i Andre Nascimento.

Po tych sukcesach pojawił się pogląd, że skoro przeciętną dyspozycją udało się biało-czerwonym dwukrotnie pokonać Brazylijczyków, to znaczy, że lada moment wejdą się do światowej czołówki. Jednak w turnieju finałowym, w brazylijskim Belo Horizonte, z Polaków jakby uszło powietrze i ostatecznie zajęli piąte miejsce, ex aequo z Hiszpanami.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj