Clayton Stanley ma atom w ręku. Piłka po jego serwisie leci z prędkością 117 km/godz. Dlatego gdy wchodzi na zagrywkę, kibice drużyn przeciwnych wstrzymują oddech, modląc się, by piłka zatrzymała się na siatce bądź aucie. Dziś z piorunującymi serwisami Amerykanina będą się zmagać polscy siatkarze.
Polscy kibice pamiętają, jak dwa lata temu Stanley w Salonikach niemal w pojedynkę rozprawił się z siatkarzami Skry Bełchatów. Ale to nie koniec osiągnięć Amerykanina. Dwa razy pod rząd (2005, 2006) został MVP siatkarskiej Ligi Mistrzów, zajął w niej drugie miejsce, ma na koncie mistrzostwo Rosji i Grecji.
Podopieczni Raula Lozano doceniają klasę rywala. "Ciężko jest przyjąć zagrywkę Stanley. On uderza piłkę bardzo mocno. Musimy bardzo uważać przy jego serwisach" -
zgodnie podkreślają nasi siatkarze.
Jest się więc kogo bać. Miejmy nadzieję, że dzisiaj wieczorem gwiazda Amerykanów nie pokaże pełni swoich możliwości.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl