Wlazły atakuje działaczy Polskiego Związku Piłki Siatkowej: „Nie dziwię się kibicom, że na mnie gwiżdżą, bo nie znają mojej sytuacji i nie wiedzą, jak jest złożona. Wypowiedzi Prezesa Mirosława Przedpełskiego sprawiły, że kibice są zmanipulowani. Prezes w sprytny sposób zrzucił całą odpowiedzialność za sytuację, że nie gram w kadrze, na mnie. Tymczasem jest inaczej. Do 2006 roku dla kadry byłem zawsze w stanie poświęcić wszystko: czas wolny, swoje siły i swoje zdrowie. Potem zaczęły się moje problemy zdrowotne. Polski Związek Piłki Siatkowej w żadnym stopniu się mną nie interesował".

Reklama

Wlazły zareagował po tym, jak kilka dni temu Przedpełski o nim powiedział: - Cały czas ma jakieś swoje żale, pretensje do wszystkich dookoła. Tłumaczyłem Wlazłemu, żeby przemyślał wszystko jeszcze raz, ale skoro nie ma motywacji do reprezentowania kraju, to nie będę więcej go przekonywał.

Wlazły o działaczach PZPS ma jak najgorsze zdanie: „Od maja do końca października 2009, gdy walczyłem o powrót na boisko, nie zadzwonił do mnie nikt ze Związku. Dla PZPS nie byliśmy partnerami, a bardziej niewolnikami. Dlaczego piszę to wszystko? Bo zniszczono moje marzenia. Bo czuję się kopany i poniewierany niesłusznie, choć rozmawiałem z Prezesem Przedpełskim o porozumieniu, zawieszeniu broni dla dobra dyscypliny. Mieliśmy nie prowadzić publicznej dyskusji. Stało się inaczej. Nie mam większych sportowych marzeń niż olimpijski medal, niż wysłuchanie Mazurka Dąbrowskiego z najwyższego stopnia podium. Niestety, coraz wyraźniej widzę, że nie będę miał możliwości tych marzeń zrealizować. I z pewnością nie jest to moja wina" - kończy Wlazły.

W niedzielę atakujący PGE Skry gra ze swoim klubem w Warszawie z Politechniką. Ciekawe, czy tym razem usłyszy gwizdy?

>>>Czytaj także: Cypryjczycy niszczą Rasiaka