Biało-czerwone w czwartkowy wieczór zanotowały dość spektakularne zwycięstwo nad jedną z najlepszych drużyn Starego Kontynentu i to hali przeciwnika wypełnionej do ostatniego miejsca. Zwycięstwo z Niderlandami zagwarantowało im awans do półfinału kontynentalnego turnieju kwalifikacyjnego, ale droga do Tokio jest wciąż daleka. Piątkowy wieczorny pojedynek z Azerbejdżanem (początek, godz. 20) będzie decydował o ostatecznej kolejności w grupie A, ale kluczowe spotkania Polki czekają w sobotę i ewentualnie w niedzielę, kiedy to rozegrany zostanie finał. Tylko jego zwycięzca wystąpi na igrzyskach olimpijskich.

Reklama

W polskiej drużynie prawdziwą liderką była Wołosz, która umiejętnie poprowadziła swoje koleżanki do wygranej. Jak przyznała, taki sukces ma przede wszystkim znaczenie mentalne dla reprezentacji, choć jednocześnie dodała, że to dopiero początek turnieju.

Powinniśmy być bardziej podbudowane zwycięstwem, lecz trzeba pamiętać, że to było tylko spotkanie grupowe. Równie dobrze możemy się spotkać z nimi w finale i mam nadzieję, że tak będzie. Takie zwycięstwo na pewno buduje, fajnie się gra takie spotkania, gdy jest wymagający rywal po drugiej stronie siatki i do tego pełna hala. Trzeba wznieść się na wyżyny swoich umiejętności i to nam się udało - mówiła.

Siatkarka Imoco Volley Conegliano mocno chwaliła zespół za zaangażowanie i wzajemne wspieranie się.

Pokazałyśmy charakter, zostawiłyśmy dużo "serducha" na boisku. Ten mecz wygrałyśmy zespołem, nie było jednej liderki, która poprowadziła drużynę. Każda z nas w różnych momentach meczu brała na siebie odpowiedzialność i ciężar gry. To jest wygrana całego zespołu, także tych dziewczyn, które wchodziły na boisko i dawały kapitalne zmiany - zaznaczyła.

Jak dodała Wołosz, niełatwo gra się przeciwko reprezentacji "Oranje", która uznawana są za jeden z najlepiej blokujących zespołów na świecie. Utytułowana rozgrywająca musiała mocno się nagimnastykować, żeby oszukać m.in. środkową Robin De Kruijf, z którą razem występuje we włoskim klubie.

Nie jest łatwo grać mając po drugiej stronie siatki takie zawodniczki jak Yvon Belien czy Robin, które ręce przekładają tak dość agresywnie. Robin znam z klubu, wiem, na co ją stać. Musiałam mocno zastanawiać się, jak ją +wpuścić w maliny+. Może z dwa razy mi się udało, a to już jest sukces. W klubie jesteśmy dobrymi kumpelami, ale na boisku nie ma zmiłuj się - stwierdziła.

Polki z Azerkami zagrają na koniec fazy grupowej, gdy będą znane już wszystkie pozostałe rozstrzygnięcia. Do zajęcia pierwszego miejsca w grupie A wystarczy im zdobycie jednego punktu, czyli wygranie dwóch setów. Teoretycznie mogą sobie "wybrać" półfinałowego rywala, którym będzie ktoś z trójki: Niemcy, Turcja, Belgia.

Wiele razy historia pokazała, że kto kombinuje, ten z reguły traci. Nie sądzę, żeby z naszej strony była jakaś kalkulacja. Wychodzimy na boisko i gramy o zwycięstwo - zapewniła Wołosz.