Obie ekipy, które przed rozpoczęciem sezonu wymienianie były w gronie ligowych faworytów, nie miały dużo czasu na przygotowania do tego pojedynku. Stołeczny zespół w czwartkowy wieczór zakończył występ w turnieju fazy grupowej Ligi Mistrzów w Belgii, w którym w ciągu trzech dni rozegrał trzy mecze. Jastrzębianie, którzy pod koniec pierwszej połowy grudnia wrócili do gry po kwarantannie, z kolei w ciągu 11 dni mają do rozegrania cztery mecze. Niedzielna konfrontacja była trzecim z tych pojedynków.

Reklama

Na początku rywalizacja była dość wyrównana. Gospodarze w pierwszym secie musieli gonić, ale do stanu 20:20 robili to skutecznie. W końcówce zabrakło im jednak sił. W kolejnej odsłonie podopieczni Luke'a Reynoldsa wyraźnie dominowali i nie mieli najmniejszego problemu z zapisaniem jej na swoim koncie. Nękali rywali trudnymi zagrywkami, co przyniosło efekt w postaci sześciu asów w dwóch pierwszych setach.

Taki zimny prysznic zadziałał pobudzająco na Vervę - gra w trzeciej odsłonie toczyła się pod jej dyktando. Teraz to zawodnicy Andrei Anastasiego popisywali się punktowymi zagrywkami i blokami. Zacięty początkowo przebieg czwartej partii zmienił się, gdy przegrywający 8:9 gospodarze zdobyli pięć punktów z rzędu. Potem już bez większych kłopotów doprowadzili do tie-breaka. W nim jednak nie mieli zbyt wiele do powiedzenia. Udało im się w nim zdobyć zaledwie dziewięć "oczek".

Nie potrafię dokładnie wytłumaczyć, co się z nami stało w dwóch pierwszych setach. Brakowało nam trochę koncentracji, byliśmy jakby nieco nieobecni. Może trochę we znaki dało nam się zmęczenie po turnieju LM. Mecz z Kuzbassem z boku mógł wyglądać na łatwy, ale kosztował nas sporo sił. Dziś w pierwszej partii mieliśmy też chyba kilka nieskończonych kontr - analizował przyjmujący gospodarzy Bartosz Kwolek.

Zawodnik reprezentacji Polski przyznał, że z przebiegu meczu docenia fakt, że wraz z kolegami zdobyli jeden punkt.

Jestem dumny, że powalczyliśmy, bo nie było łatwo. Daliśmy z siebie tyle, ile mogliśmy. Wynik końcowy jest sprawiedliwy. Oddaje to, co się działo na boisku. Chłopaki z Jastrzębia przyjechali dobrze przygotowani - podsumował.

Mecz ten był pojedynkiem drużyn braci Fornal - Tomasz gra w Jastrzębskim Węglu, a Jan w Vervie. W niedzielę jednak nie mieli okazji spojrzeć sobie w oczy przez siatkę. Pierwszy wchodził na boisko tylko na zmiany, a drugi całe spotkanie obejrzał z kwadratu dla rezerwowych.

Wydaje mi się, że te braterskie pojedynki już nie robią na mnie większego wrażenia. Podchodzę do nich jak do każdego innego meczu. Przy pierwszych myślałem może "o fajnie, gram przeciwko bratu" - przyznał Tomasz Fornal.

Jastrzębianie po rozegraniu 12 meczów zajmują trzecie miejsce w tabeli. Verva, która ma za sobą 14 spotkań, jest piąta.