Pojedynki PGE Skry i Resovii to jeden z największych siatkarskich ligowych klasyków, który w ostatnich sezonach stracił nieco blask z uwagi na słabszą postawę obu utytułowanych klubów. W tych rozgrywkach zamierzają one jednak wrócić na szczyt, a poniedziałkowe konfrontacja w hali Bełchatowie nawiązała do najlepszych w historii starć obu ekip. Nie brakowało w nim wymiany ciosów, atomowych ataków i zagrywek, a przede wszystkim emocji i zwrotów akcji.
Na początku rządzili rzeszowianie, którzy świetnie zagrywali i nie pozwalali gospodarzom złapać swojego rytmu gry. Podopieczni Włocha Alberto Giulianiego dominowali także w innych elementach i wydawało się, że po dwóch przekonująco wygranych setach (do 22 i 20), wrócą z Bełchatowa z trzema punktami.
W dwóch kolejnych odsłonach role się jednak odwróciły. Inicjatywę przejęli siatkarze PGE Skry, wśród których wyróżniali się: były gracz Resovii Estończyk Robert Taht i Serb Aleksander Atanasijevic, który w sumie zdobył 22 punkty. Bełchatowianie doprowadzili do tie-breaka, a w decydującej partii popisał się Karol Kłos. Po jego atakach ze środka i blokach miejscowi prowadzili 13:10, a następnie mimo odrobienia przez Resovię strat za sprawą zagrywki Jakuba Buckiego, środkowy bełchatowian zakończył mecz kolejnym blokiem.
Kłos oceniając klasyk podkreślił, że było to dobre widowisko stworzone przez obie strony.
– podsumował 32-letni siatkarz.
Dodał, że bardzo dobrą zmianę dał Taht, który – jak przyznał – poderwał i pociągnął zespół gospodarzy. – zaznaczył.
Reprezentanta Estonii chwalił również libero Resovii Paweł Zatorski.
– tłumaczył były zawodnik PGE Skry.
Bełchatowianie z bilansem pięciu wygranych i trzech porażek zajmują szóste miejsce w tabeli ekstraklasy. Tuż za nimi jest zespół z Rzeszowa, który ma na koncie cztery zwycięstwa i cztery porażki.
W kolejnym ligowym meczu PGE Skra zagra na wyjeździe z Treflem Gdańsk, a Resovia podejmie beniaminka LUK Lublin.