"Dla mnie ten mijający rok to gehenna. Wciąż wracam z piekła zarówno fizycznego, jak i psychicznego" - napisała w "Gazecie Wyborczej" Justyna Kowalczyk. I dodała, że właśnie dlatego, stojąc na podium mistrzostw świata w Falun, czuła się jak medalowa debiutantka. Wielkie podziękowania złożyła również swemu trenerowi.
Justyna Kowalczyk, która wraz z Sylwią Jaśkowiec wywalczyła brąz w zawodach sztafety sprinterskiej, w swym felietonie w "Gazecie Wyborczej" w szczegółach opisała, na czym polega specyfika wysiłku wkładanego w taki wyścig. - - wyjaśniała. I dodała, że zawodniczki cieszyły się z sukcesu jak dzieci.
Kowalczyk pozwoliła sobie również na osobistą refleksję. Przede wszystkim podziękowała swojemu trenerowi, bez którego - jak podkreśliła - na medal nie byłoby szans. Opisała niezwykłe podejście Aleksandra Wierietielnego do .
- - napisała narciarka.
Pisząc zaś o sobie, przywołała miniony, wyjątkowo dla niej ciężki rok. Dlatego medal dwóch zawodniczek należy się całej ekipie. Ludziom, którzy - jak napisała - za warkocz wyciągnęli ją z bagna.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Gazeta Wyborcza
Powiązane