Po erze Adama Małysza rolę gwiazdy reprezentacji przejął Kamil Stoch. Latem i na początku tego sezonu do głosu częściej jak na razie dochodził Maciej Kot. Którego z nich na ten moment można nazwać liderem biało-czerwonych?
Nie zaniepokoił się pan, gdy dwukrotny mistrz olimpijski z Soczi w dwóch pierwszych zawodach Pucharu Świata w tym sezonie znalazł się poza czołową "20"?
Zauważa pan u któregoś ze skoczków szczególnie widoczny wpływ współpracy ze Stefanem Horngacherem?
Skoro Austriakowi, który postawił wspomniany warunek, udało się, to znaczy, że np. Kruczkowi brakło stanowczości?
Wspomniał pan o konfliktach, o których pisały media w poprzednim sezonie. Czy to one przyczyniły się do słabszych wyników sportowych w tamtym okresie?
Podsumowując niedawno poprzedni sezon na spotkaniu sejmowej Komisji Kultury Fizycznej, Sportu i Turystyki zaznaczył pan, że o tych konfliktach dowiedział się pan za późno. Czyli kiedy?
Nie obawia się pan, że pod wodzą Horngachera za jakiś czas spory mogą odżyć?
Od niedawna Małysz pełni funkcję dyrektora koordynatora ds. skoków narciarskich i kombinacji norweskiej w PZN. Na czym tak naprawdę polega jego rola?