Dzięki wygranej Nadal obronił pozycję numer 1 na świecie. Gdyby przegrał z Federerem, od poniedziałku liderem listy ATP byłby Serb Novak Djokovic.

Nadala nazywają "królem kortów ziemnych". Po niedzielnym finale ten tytuł jest wciąż aktualny. Od 2005 roku, gdy zadebiutował w Paryżu, rozegrał 46 meczów i tylko raz przegrał - w 2009 roku w czwartej rundzie ze Szwedem Robinem Soederlingiem. To potknięcie wykorzystał wówczas Federer, odnosząc pierwszy i jedyny triumf w tej imprezie.

Mecze Nadala z Federerem są już tenisowymi klasykami. W niedzielę stanęli naprzeciwko siebie po raz 25. Nadal ma korzystny bilans 17-8, a znakomity - 12-2 na swojej ulubionej nawierzchni ziemnej. W Roland Garros wygrał ze Szwajcarem po raz piąty (w tym w czwartym finale).

Jednak nigdy wcześniej Federer nie postawił Hiszpanowi tak trudnych warunków. Pierwsze trzy sety były bardzo zacięte, a o wyniki decydowały detale. Szwajcar pokazał wielki hart ducha, gdy przegrywając 0-2 w setach i 2:4 w trzeciej partii potrafił odwrócić jej losy.

Czwarty i ostatni, jak się okazało, set rozpoczął się od trzech break-pointów dla Federera. Nadal wyszedł z tej opresji i obronił swoje podanie. Potem z każdym gemem zaznaczała się coraz większa przewaga Hiszpana, który zwyciężył 6:1.

Według ekspertów, Nadal nie był w tym roku w najwyższej formie, a mimo to nikt go nie zatrzymał. Kwestią czasu wydaje się jego siódmy triumf w Roland Garros. Siedmiokrotnie Nadal zwyciężył już w innym jego ulubionym turnieju na kortach ziemnych - w Monte Carlo.


Puchar Muszkieterów wręczył Nadalowi Jim Courier. Hiszpan podziękował przez mikrofon paryskiej publiczności za doping. "Dziś jedno z moich najpiękniejszych marzeń zrealizowało się, jestem wzruszony" - dodał.

"Ogólnie rzecz biorąc, jestem zadowolony, mimo że nie wygrałem. To był dobry turniej. A moim najważniejszym celem jest i tak Wimbledon" - powiedział Federer.

Za zwycięstwo Nadal otrzymał 2000 punktów do klasyfikacji tenisistów oraz premię 1,2 miliona euro, a Federer - 1600 pkt i 600 tys. euro.