Świątek w poniedziałkowy wieczór w 1/8 finału paryskiej imprezy pokonała Ukrainkę Martę Kostiuk 6:3, 6:4. Spotkanie było dla obrończyni tytułu znacznie trudniejsze niż mógłby sugerować wynik.

Reklama

Cieszę się, że przy tych ważnych piłkach grałam solidnie. Dawało mi to pewność siebie. Cieszę się też, że mimo iż Marta tak dobrze się broniła i oddawała mi tyle piłek, co do których myślałam, że to będą już uderzenia wygrywające, byłam cierpliwa i do końca konsekwentnie trzymałam się taktyki. Lubię trudne spotkania, bo to sprawia, że muszę być cały czas czujna i skupiona. Nie możesz mieć przestojów. Trzeba cały czas pracować. Przy nierównej grze czasem możesz stwierdzić z zaskoczeniem +coś tu nie gra+ i zacząć panikować. Ale teraz mam takie sprawdziany i wciąż idę do przodu, więc to nawet lepiej dla mnie - zaznaczyła Polka na konferencji prasowej.

Wieczorem gra się trudniej

Mecz, w którym nie brakowało ciekawych zagrań i długich akcji zakończyła efektownym lobem.

To była bardzo intensywna wymiana. Jedna z tych, której nie mogłam skończyć, bo rywalka walczyła do samego końca. Bardzo się cieszę, że ten lob trafił w kort, bo z mojej pozycji nie byłam w stanie tego zobaczyć. To było ryzykowne zagranie i byłam trochę niepewna, więc bardzo się cieszę, że udało mi się to w ważnym momencie. Grałam dość równo i z tego jestem zadowolona - podsumowała.

Dodatkową trudność dla 20-letniej zawodniczki z Raszyna stanowił fakt, że pojedynek z Kostiuk rozpoczął się dopiero o godz. 21. Po raz pierwszy w tej edycji zmagań na kortach im. Rolanda Garrosa tak późno rozpoczęła spotkanie.

Granie podczas sesji wieczornej jest zawsze trudne, bo musisz zmienić cały rytm dnia i swoje przyzwyczajenia. Nawet więc choć grałam już wiele wieczornych spotkań w karierze, to czasem wciąż mam na początku kłopoty z odnalezieniem rytmu i dokładnym dostrzeżeniem piłki przy sztucznym świetle. Trzeba się do tego po prostu przystosować, bo obie strony mają takie same warunki. Z każdym meczem będzie lepiej, ale jak na razie wciąż potrzebuję jeszcze nieco więcej doświadczenia pod tym względem - podkreśliła.

Krótki sen bez wpływu na debla

Obrończyni tytułu późno w nocy opuściła paryski kompleks, a we wtorek wczesnym popołudniem czeka ją walka w ćwierćfinale debla. Zapewniła, że ma swoje sposoby na wyciszenie emocji i ułatwienie zasypiania, ale nie chciała ich zdradzić.

Mam w sztabie specjalistów, którzy wiedzą, jak się zachować w takich momentach. Gdy chodziłam do szkoły, też czasem było tak, że miałam tylko kilka godzin na sen. Jestem przyzwyczajona do tego, żeby grać na wysokim poziomie nawet jak jestem niewyspana. Myślę więc, że to nie będzie miało żadnego wpływu na wtorkowego debla - stwierdziła.

W środę zaś czeka ją walka o półfinał gry pojedynczej. Rozstawiona z numerem ósmym podopieczna trenera Piotra Sierzputowskiego jeszcze nigdy nie zmierzyła się z Sakkari (17.), ale nieraz razem trenowały.

Wiem, że zawodniczki często inaczej podchodzą do treningów. Nie wiem, jak jest w jej przypadku. Trenowałyśmy sporo razem i to naprawdę fajna dziewczyna. Nasze ekipy się lubią. Nigdy nie gra się łatwo z jedną z najmilszych dziewczyn w tourze. Mam nadzieję, że będzie dobrze. To zawodniczka, która lubi także grać w obronie, tak jak moja wczorajsza rywalka. Na pewno jest osobą, która walczy do końca, świetnie biega, jest bardzo szybka, więc ciężko skończyć wymiany. Trzeba wykazać się dużą cierpliwością i dokładnością, bo potrafi pokryć bardzo dużą część kortu tym swoim bieganiem. Taktycznie na pewno będę przygotowana. Na razie jeszcze o tym nie myślę, bo wciąż mam przed sobą wtorkowy występ w deblu. Więc chcę się skupić na tym, by przywrócić mojemu ciału świeżość - zaznaczyła Świątek.