Świątek po raz drugi z rzędu podbija korty im. Rolanda Garrosa. Przed rokiem wygrała turniej singlistek i dotarła do półfinału debla. Teraz przebojem przechodzi przez kolejne rundy gry pojedynczej, a wraz z Amerykanką Bathanie Mattek-Sands jest już też wśród ośmiu najlepszych debli.
Radzi sobie z presją
Różnica jest taka, że rok temu Polka mogła co najwyżej uchodzić za "czarnego konia" i sprawić sensację, a teraz w Paryżu postrzegana jest jako faworytka i główna kandydatka do końcowego triumfu. O to, by 20-latka radziła sobie z nową sytuacją dba Abramowicz, psycholog sportu, której rolę w swoich sukcesach polska tenisistka docenia i często podkreśla.
– powiedziała PAP Abramowicz.
Światek sprawia wrażenie, jakby z ogromnym spokojem przyjmowała rolę faworytki turnieju i doskonale radziła sobie z presją, jaka na nią spadła. Jak jest rzeczywiście?
- zaznaczyła.
"Sodówka" jej nie grozi
Dla sportsmenki, która w wieku 19-20 lat odnosi tak wielkie sukcesy w tak popularnej dyscyplinie, jaką jest tenis, to wyzwanie i próba siły charakteru. Abramowicz nie obawia się jednak, że Świątek może uderzyć do głowy "sodówka".
– zapewniła psycholożka.
Zdradziła też, że podczas turnieju cały team wspólnie z Igą pracuje po kilkanaście godzin na dobę. I mimo kolejnych zwycięstw w Świątek jest mnóstwo entuzjazmu i radości z tego, co dzieje się na paryskich kortach.
– podsumowała Abramowicz sytuację, w której Polka i Mattek-Sands z najwyżej rozstawionymi rywalkami odrobiły straty ze stanu 1:5 w decydującej partii i zwyciężyły 7:5, broniąc po drodze siedmiu meczboli. Po ostatniej piłce obie niemal eksplodowały z radości, uściskom i uśmiechom nie było końca. Wreszcie Amerykanka w pewnym momencie zaczęła nagrywać wiwatujących na ich cześć kibiców na telefon, a Polka zachęcała ich do jeszcze głośniejszego aplauzu.
We wtorek Świątek powalczy o półfinał debla, a w środę czeka ją singlowy pojedynek z Greczynką Marią Sakkari. Broniąca tytułu Polka jest najwyżej notowaną tenisistką spośród pozostałych w rywalizacji.