Mattek-Sands ma w dorobku dziewięć tytułów wielkoszlemowych - pięć w deblu i cztery w mikście. Niedzielny finał nie będzie więc dla niej czymś nowym, ale zapewniła, że docenia już sam awans do niego.
- podkreśliła.
Zadowolona ze współpracy ze Świątek
To trzeci wspólny występ Amerykanki ze Świątek. Oceniła, że z każdym meczem grają coraz lepiej.
- podsumowała.
Mattek-Sands zwróciła również uwagę, że ona i tenisistka z Raszyna mają też swobodę co do tego, po której stronie występują.
- wspominała.
Amerykanka jest wulkanem energii - na korcie i poza nim. Nie ukrywa jednak, że chętnie czerpie też ją od młodszej o 16 lat Polki.
- skwitowała.
"Zawsze fajnie jest być częścią czyjegoś pierwszego razu"
Zapytana o genezę połączenia sił ze Świątek, która specjalizuje się w singlu, odparła, że po raz pierwszy skontaktowała się z nią w marcu.
- podkreśliła z uśmiechem.
Utytułowana zawodniczka z USA odniosła się również do życiowego sukcesu Rosjanki Anastazji Pawliuczenkowej i Barbory Krejcikovej, które w sobotę zadebiutowały w wielkoszlemowym finale w singlu. Górą była Czeszka, notująca dotychczas sukcesy jako deblistka.
- dodała żartobliwie.
Dalsza kariera Mattek-Sands stanęła pod znakiem zapytania, gdy cztery lata temu podczas Wimbledonu doznała poważnej kontuzji kolana.
- podsumowała.