Polak zmierzy się teraz z Włochem Matteo Berrettinim.

Reklama

Hurkacz już wcześniej udowodnił, że na londyńskiej trawie walczy z faworytami bez kompleksów. W trzeciej rundzie ubiegłorocznej edycji urwał seta liderowi światowego rankingu Serbowi Novakowi Djokovicowi, który bronił tytułu, a w dwudniowym meczu 1/8 finału tegorocznej edycji odprawił drugą rakietę świata Rosjanina Daniiła Miedwiediewa.

W środę przyszło mu się zmierzyć nie tylko z własnym idolem z dzieciństwa, ale także ulubieńcem tamtejszej publiczności. Federer, który w sierpniu skończy 40 lat, wygrał 20 imprez wielkoszlemowych, w tym osiem razy Wimbledon, co jest rekordem wśród mężczyzn. Zwyciężył łącznie w 103 turniejach i przez wiele tygodni był numerem jeden na świecie. Szwajcar, który w poprzednim sezonie przeszedł dwie operacje kolana i w związku z tym miał ponad roczną przerwę, jest jedną z legend światowego tenisa. Po powrocie do gry nie ukrywał, że jego głównym celem będzie właśnie Wimbledon.

O ile na samym początku spotkania na korcie centralnym rozstawiony z "14" Polak punktował głównie dzięki serwisowi, a zawodnik z Bazylei (6.) lepiej radził sobie w wymianach, to jednak dość szybko okazało się w secie otwarcia, że to niżej notowany wrocławianin będzie stroną dominującą. Pierwsze dwie okazje na przełamanie miał w czwartym gemie, ale wówczas Federer jeszcze się wybronił. Gdy jednak serwował po raz kolejny, zakończyło się "breakiem" na rzecz Hurkacza.

W jednej z akcji wówczas Szwajcar źle ocenił lot piłki po returnie rywala, sądząc, że wyjdzie ona na aut. Gdy okazało się, że Polak trafił w kort, słyszeć można było głośny jęk zawodu na trybunach. Wcześniej kibice euforycznie reagowali na każdy punkt zdobyty przez swojego faworyta. Potem mieli zaś już coraz mniej okazji do radości w tej partii, bo nie zdołał on odrobić strat.

Ożywili się na początku kolejnej partii, gdy Federer objął prowadzenie 3:0. Dobra passa weterana nie trwała jednak długo - Hurkacz doprowadził do remisu 4:4. Przed tie-breakiem kibice zaczęli skandować głośno "Let's go Roger, let's go", ale na niewiele się to zdało. Polak odskoczył na 4-2, gdy Szwajcar poślizgnął się i zepsuł przez to zagranie przy siatce. Potem jeszcze posłał asa, ale nie zdołał odrobić strat.

W trzeciej partii Federer starał się jeszcze walczyć, ale nie miało to przełożenia na wynik. Gdy przegrywał 0:3 kibice znów zagrzewali go do walki, ale nie dało to efektu.

Była to druga konfrontacja tych tenisistów. W 2019 roku w amerykańskim Indian Wells Szwajcar wygrał 6:4, 6:4.

Dotychczas najlepszym wynikiem Hurkacza w Wielkim Szlemie była trzecia runda, na której zatrzymał się w poprzedniej edycji londyńskiego turnieju dwa lata temu (ubiegłoroczna została odwołana z powodu pandemii COVID-19).

Teraz został drugim polskim tenisistą, który awansował do półfinału wielkoszlemowego Wimbledonu w singlu. Dołączył do Jerzego Janowicza, który dokonał tego na londyńskiej trawie w 2013 roku. Przed nim trzech innych Polaków w grze pojedynczej dotarło do ćwierćfinału - Wojciech Fibak w 1980 roku oraz Łukasz Kubot i Janowicz osiem lat temu. Dwaj ostatni w pojedynku o awans do "czwórki" zagrali wówczas przeciwko sobie.

Wrocławianin w najbliższym notowaniu rankingu światowego tenisistów przesunie się co najmniej na 11., najwyższe w karierze miejsce. Zarobił też już 465 tys. funtów, czyli ok. 2,5 mln złotych.

Wynik ćwierćfinału singla:

Reklama

Hubert Hurkacz (Polska, 14) - Roger Federer (Szwajcaria, 6) 6:3, 7:6 (7-4), 6:0.