Rozstawiona z "siódemką" Świątek po raz pierwszy awansowała do 1/8 finału nowojorskich zawodów. Kolejną rywalką Polki będzie Szwajcarka Belinda Bencic (11.), mistrzyni olimpijska z Tokio. Po wygranych z Jamie Loeb i Fioną Ferro trener Świątek Piotr Sierzputowski mówił, że jego podopieczna wykonała swoją robotę, ale nic ponadto. Tymczasem sama Świątek narzekała, że nie może znaleźć rytmu lub przełożyć formy z treningów na mecze, co frustrowało ją nawet do tego stopnia, że przy niekorzystnym rezultacie w pojedynku z Ferro przez chwilę musiała sobie popłakać na korcie. W starciu trzeciej rundy Polce przyszło się zmierzyć z doświadczoną i bardzo solidną Kontaveit, którą pokonała już tego roku we French Open w Paryżu.
przyznała zawodniczka urodzona w Raszynie.
Mecz trwał ponad dwie godziny
Spotkanie było zacięte i bardzo wyrównane. W pierwszym secie Polka okazała się lepsza o jedno przełamanie i wygrała 6:3. W drugim przegrywała już 0:3, ale wyrównała na 4:4 tylko po to, aby w dziewiątym gemie nie wykorzystać szansy na przełamanie i chwilę później podarować Estonce kolejnego gema i w rezultacie przegrać 4:6. Trzeci set był bardzo solidny w wykonaniu reprezentantki Polski, która nie straciła swojego podania, a przy serwisie rywalki napsuła jej mocno krwi dwukrotnie ją przełamując. W nagrodę po dwóch godzinach i 19 minutach zeszła z kortu uśmiechnięta i zadowolona po zwycięstwie 6:3, 4:6, 6:3.
Co ciekawe, aby pokonać Kontaveit Świątek nie potrzebowała dobrze funkcjonującego serwisu, bo statystycznie psuła więcej niż co drugie pierwsze podanie. Dobrze jednak returnowała i popełniła mniej niewymuszonych błędów. Na konferencji po meczu jeden z dziennikarzy zauważył, że w trzecim secie Polka jakby "rozwiązywała problemy", na co Iga odpowiedziała twierdząco. - dodała.
Na drodze mistrzyni olimpijska
Teraz przed Polką nie lada wyzwanie, bo po drugiej stronie siatki stanie złota medalistka igrzysk w Tokio Bencic. Świątek ma lekką przewagę psychiczną, bo właśnie ze Szwajcarką wygrała w lutym w finale turnieju WTA w Adelajdzie.
podsumowała 20-latka.
Abstrahując od wyniku poniedziałkowego pojedynku Polka już dokonała czegoś wyjątkowego. Jako jedyna tenisistka dotarła w tym roku do przynajmniej czwartej rundy każdego turnieju Wielkiego Szlema. - przyznała.
Świątek podkreśliła jednak, że cieszy ją także to, że jest w tym roku zdrowa i że nie musiała zmagać się z kontuzjami: .
W Melbourne, Londynie i Paryżu na czwartej przeszkodzie Polka się potykała, ale tu nie stoi na straconej pozycji. Zdaje sobie sprawę z dużej szansy, ale nie podkręca temperatury wokół siebie. - zakończyła polska tenisistka.