Krnąbrny i ekscentryczny Australijczyk, który nie zawsze właściwie zachowuje się zarówno na korcie, jak i poza nim, po ostatniej piłce padł na ziemię i długo nie dowierzał, że wygrał.
- powiedział Kyrgios, który nawiązał tym samym do depresji i myśli samobójczych, które pojawiły się u niego.
Po raz siódmy triumfował w imprezie ATP, a ma też w dorobku zwycięstwo w drużynowym Pucharze Hopmana.
Całości sukcesu w Waszyngtonie dopełnił fakt, że w parze z Amerykaninem Jackiem Sockiem byli najlepsi w deblu. To już trzeci w tym sezonie triumf Kyrgiosa w tej specjalności, z wygraną w wielkoszlemowym Australian Open na czele.
Australijczyk, którego największym problemem były odporność psychiczna i poważne podejście do sportowych obowiązków, już w ćwierćfinale wykazał się nie lada opanowaniem, gdy obronił pięć meczboli w meczu z Amerykaninem Francesem Tiafoe.
W 2016 roku tenisista z Canberry był 12. w świecie, a później znacznie spadł. Na początku tego sezonu, w lutym, był nawet 137. W poniedziałek, w najnowszym notowaniu rankingu ATP, zameldował się... 100 miejsc wyżej.
Wynik finału:
Nick Kyrgios (Australia) - Yoshihito Nishioka (Japonia) 6:4, 6:3
Michał Ignasiewicz, dziennikarz, redaktor Dziennik.pl. Warszawiak, po dwóch szkołach Mistrzostwa Sportowego. Siatkarzem nie został, bo zabrakło mu wzrostu, w piłce nożnej nie zrobił kariery, bo byli lepsi. Ale do trzech razy sztuka, więc spełnia się w roli dziennikarza sportowego. Zaczynał gdy miał 20 lat w Super Expressie. Później był m.in. Przegląd Sportowy, Dziennik, Futbol News. Fan futbolu nie tylko tego na poziomie Ligi Mistrzów. Po pracy sam zasiada na ławce trenerskiej i prowadzi swoją piłkarską drużynę. Ukończył Wyższą Szkołę Dziennikarską im. Melchiora Wańkowicza i Akademię im. Aleksandra Gieysztora w Pułtusku.