"Mój organizm jeszcze jest w Australii"
Agnieszka Radwańska, dziewiąta tenisistka świata, będzie liderką naszej ekipy w meczu Fed Cup Polska - Belgia, który w weekend odbędzie się w Bydgoszczy. Ale na razie nasza najlepsza rakieta jest jeszcze w Australii. A przynajmniej jej organizm, bo - jak sama mówi - zdarza się jej zasypiać na stojąco.
- Awans Radwańskiej w rankingu WTA Tour
- Radwańska wśród najlepiej zarabiających
- Dla Radwańskich kort jest klasztorem
- Radwańska po operacji: Czuję się dobrze
- Radwańska 16. na liście najbogatszych
- Radwańska z Kirilenko odpadły w półfinale
- Rodzina Radwańskich w królestwie przepychu
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Poniedziałek 2012-05-21

temp. min 6°C max. 30°C
opady:
śladowe opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
MARTA MIKIEL: System rozgrywek w Pucharze Federacji jest bardzo skomplikowany. Czy pani zawsze wie, o co gracie?
AGNIESZKA RADWAŃSKA*: Teraz już tak, ale jeszcze wiosną, gdy grałyśmy z Japonią w Gdyni, nie do końca rozumiałam, jak to działa. Wiem, że w Grupie Światowej są dwa szczeble. My
jesteśmy w niższej grupie, drugiej, i walczymy o wejście do tej najwyższej, czyli pierwszej. Idziemy od dołu, od grupy regionalnej, powygrywałyśmy wszystko po kolei. Jak wygramy z Belgią,
spotkamy się z inną zwycięską drużyną. Rozumiem, że aby to wszystko ogarniać, trzeba się szczegółowo interesować tenisem, szukać, czytać. Na szczęście kibicom nie trzeba tej całej
wiedzy, żeby kibicować "naszym".
To dla pani ważne, że gracie przed własną publicznością?
Pewnie. Ale najważniejsze, że wreszcie walczymy o najwyższą stawkę. Wcześniej te nasze cele nie były takie wyraźne. Odkąd pamiętam, Polska nigdy się o grupę światową nie otarła. Już
to, co do tej pory osiągnęłyśmy, to sukces.
Zrobicie krok dalej?
Na naszą korzyść działa brak najlepszych Belgijek. Gdyby tu były Justine Henin i Kim Clijsters, wyglądałoby to racze kiepsko. Ale to nie jest tak, że oprócz nich nikt z Belgii nie potrafi
grać w tenisa. Yanina Wickmayer jest w dwudziestce, Kirsten Flipkens trochę ostatnio spadła w rankingu, ale gra dobrze. Czekają mnie dwa ciężkie mecze. Realnie oceniam nasze szanse na 50
procent.
A ściany sprzyjające gospodarzom?
Tak się mówi. W Gdyni nam pomogły, bo wygrałyśmy o włos. Tu też będzie doping. Pomoże nam też atmosfera w teamie, bo jest super, bardzo się zaprzyjaźniłyśmy. W Hali Łuczniczki
nawierzchnia została położona tymczasowo, specjalnie dla nas, na takim korcie dziwnie się gra. Ale to będzie po równo przeszkadzać wszystkim. Mnie gra się na nim coraz lepiej
Jak pani ocenia swoją formę - po zabiegu nadgarstka to była niewiadoma?
Forma jest. Myślałam, że z ręką będzie gorzej. Cały czas jest opuchnięta, ale nie boli. Lekarz mówił, że po takiej ingerencji tkanki mogą się goić do pół roku. Nie pomagam im cały
czas, grając. A opuchlizna w graniu nie przeszkadza, tyle tylko że ręka się bardziej poci i nagrzewa - ciągle jest stan zapalny. Skutek zabiegu jest taki, że będę musiała rękę
oszczędzać, raczej nie będzie grania tydzień po tygodniu.
W Australii prawie wszystkie mecze zaczynała pani od wygrania seta na sucho…
(ziewa). Przepraszam, mój organizm jeszcze ciągle jest w Australii, to dziesięć godzin różnicy. Dwa razy dziennie mam kryzys i zasypiam na stojąco. Udało mi się takich meczów chyba z
pięć, już nawet były z tego żarty. Sama się dziwiłam. Bo żeby wygrać do zera z kimkolwiek, trzeba naprawdę rywalkę zdominować, nawet kiedy jest sporo słabsza. Czułam się pewna siebie,
wychodziłam na kort i parłam do przodu. Nie wszystkie spotkania szły tak gładko aż do końca.
czytaj dalej








































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!