Dziennik Gazeta Prawana logo

"Muszę myśleć pozytywnie"

5 listopada 2007, 23:16
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Zadowolona ze swojego niedzielnego występu w eliminacjach w poniedziałek bardzo długo spałam. Bezpośrednio po starcie trafiłam w ręce naszego fizykoterapeuty Marka Adamskiego. Regenerację organizmu rozpoczęliśmy od okładów z lodu, jeszcze na stadionie.
Japończycy popsuli mi trochę nastrój. Długo musiałam czekałam na autobus ze stadionu. A potem, choć staliśmy w zapakowanym po dach pojeździe, nie ruszył, zanim nie przyszła jego pora, czyli godzina 23.20. W hotelu byłam o północy. Dopiero wtedy zjadłam kolację. Zanim się położyłam, musiałam się wykąpać i poprosić Marka Adamskiego o kilka specjalistycznych zabiegów. Do łóżka dotarłam w końcu ok. 2.00. Emocje po starcie jeszcze nie do końca mi przeszły i zanim zasnęłam, minęło następnych kilkadziesiąt minut.

W poniedziałek wstałam przed południem, zjadłam posiłek i oddałam głos na moich kandydatów do komisji zawodniczej IAAF. Żałuję, że nie zgłoszono nikogo z Polski, ale nie czas teraz, by się tym zajmować. Nie ma w tej chwili niczego ważniejszego niż mój wtorkowy finał. Z hotelu nie wychodziłam w poniedziałek w ogóle. Magazynuję siły, więc cały czas spędzałam, oglądając transmisję w TV i wypoczywając. Wieczorem, to znaczy o 19.30, czyli w czasie zawodów, zrobiłam krótki 30-minutowy rozruch na terenie hotelu. Potem obejrzałam moje wczorajsze skoki. Było dobrze, ale to już dziś się nie liczy. W finale rywalizacja zaczyna się od początku.

Opowiem jeszcze słowo o moich kolegach. Nastroje w ekipie są bardzo różne. Rano cieszyliśmy się z dobrego startu w eliminacjach "Wisienki", czyli Joasi Wiśniewskiej w rzucie dyskiem. Joasia została wybrana kapitanem naszej drużyny, o czym wcześniej nie miałam okazji napisać. Fajnie, że do finału skoku wzwyż awansował Michał Bieniek. Może to będzie jego przełomowy start?

Zaimponowała mi pewnością siebie Ania Jesień, pewnie awansując do kolejnej rundy na 400 m ppł. Wieczorem humory mocno się popsuły. Gdy truchtałam po hotelu walczył Szymon Ziółkowski. Siódme miejsce to dla niego rozczarowanie. Dla niego wielką wartością jest jednak to, że długo utrzymuje się w światowej czołówce.

Właśnie gdy piszę te słowa, do pokoju wróciła bardzo smutna Wiola Janowska. Zrobiła, co mogła. Walczyła i przegrała. Teraz samotnie cierpi. Na koniec dnia dotarła do mnie jednak najgorsza wiadomość. Mój kolega z grupy, Przemek Czerwiński, na treningu złamał rękę. Nie znam szczegółów, nie wiem, co powiedzieć. Boże, muszę skoncentrować się na sobie i jutrzejszym starcie. Myśleć pozytywnie. Sport to nie tylko radość. Nie jest tak łatwo, jak się wielu wydaje.
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj