Choć Nadal i Anderson są rówieśnikami, to ich kariery i osiągnięcia znacząco się różnią. Faworytem był zdecydowanie Hiszpan, który miał do niedzieli na koncie 73 wygrane imprezy, podczas gdy starszy zaledwie o 16 dni zawodnik z RPA może pochwalić się...trzema takimi sukcesami.

Do niespodzianki w finale nie doszło. Zawodnik z Majorki, który w tej edycji nowojorskich zmagań stracił łącznie trzy sety, przystąpił do spotkania bardzo skoncentrowany. Mierzący 2,03 m wzrostu rywal, którego największym atutem jest serwis, niemal od początku spotkania musiał się bronić przed stratą podania. Udawało mu się to - nieraz z trudem - do stanu 3:3 w pierwszym secie. Wyżej notowany z graczy później szybko zapisał na swoim koncie tę odsłonę. W kolejnej obaj tenisiści przeważnie pewnie wygrywali swoje gemy serwisowe. Jedyne w tej partii przełamanie padło łupem Nadala przy jego prowadzeniu 3:2.

W ten sam sposób otworzył trzeciego seta, w którym później kontrolował spokojnie przebieg wydarzeń. Zmarnował pierwszą piłkę meczową, ale przy kolejnej nie powtórzył już tego błędu. Anderson w całym pojedynku, który trwał dwie godziny i 27 minut, nie miał ani jednego "break pointa".

Nadal posłał jednego asa, a zawodnik z RPA 10. O ile liczba uderzeń wygrywających po stronach obu była podobna (30 po stronie pierwszej rakiety świata i o dwa więcej u drugiego z tenisistów), to Hiszpan miał tylko 11 niewymuszonych błędów, a jego rywal 40.

Niedzielny pojedynek był piątą konfrontacją tych graczy, a drugą w tym roku. Niżej notowany z nich zdołał rozstrzygnąć na swoją korzyść łącznie zaledwie jednego seta. Nigdy wcześniej w liczonej od 1968 roku Open Erze w decydującym spotkaniu Wielkiego Szlema nie walczyli ze sobą tenisiści z Hiszpanii i RPA.

Nadal w decydującym spotkaniu zawodów tej rangi wziął udział po raz 23., a trzeci w tym sezonie. W styczniowym Australian Open musiał uznać wyższość Szwajcara Rogera Federera, ale w pierwszej połowie czerwca cieszył się z sukcesu we French Open.

W US Open triumfował wcześniej w 2010 oraz 2013 roku. Do finału dotarł jeszcze sześć lat temu.

Poprzednio w dwóch imprezach wielkoszlemowych w jednym sezonie zwyciężył cztery lata temu. Wówczas - tak jak teraz - był najlepszy w Paryżu i Nowym Jorku. W kolejnych latach zmagał się z kłopotami zdrowotnymi.

O ile w kobiecej rywalizacji wielkoszlemowej nie brakowało w tym roku zaskakujących rozstrzygnięć (French Open wygrała Łotyszka Jelena Ostapenko, a US Open Amerykanka Sloane Stephens), to u mężczyzn sukcesami podzielili się utytułowani weterani - Nadal i Federer, który był najlepszy w Australian Open i Wimbledonie. Szwajcar to wśród singlistów rekordzista pod względem liczby triumfów w Wielkim Szlemie. Ma ich w dorobku 19. Drugi w klasyfikacji jest obecny lider listy ATP.

Niedzielne zwycięstwo Hiszpana potwierdza dalszą dominację "Wielkiej Czwórki" (Nadal, Federer, Serb Novak Djokovic i Brytyjczyk Andy Murray) w męskich zmaganiach wielkoszlemowych. Zawodnicy z tego grona wygrali 46 z ostatnich 51 turniejów tej rangi.

Tegoroczny sukces w Nowym Jorku ma dla zawodnika z Majorki, który pod koniec sierpnia wrócił na szczyt światowego rankingu po trzech latach przerwy, szczególne znaczenie. Był to ostatni turniej Wielkiego Szlema, w którym towarzyszył mu jego wieloletni trener i stryj Toni Nadal. Od nowego roku ten ostatni - zamiast jeździć ze słynnym bratankiem - ma on skupić się na pracy w akademii tenisowej.

Anderson nigdy wcześniej nie zdołał przejść ćwierćfinału w imprezie wielkoszlemowej. Do "ósemki" dotarł zaś raz - dwa lata temu właśnie w Nowym Jorku. Wykorzystał on fakt, że w zmaganiach na Flushing Meadows zabrakło tym razem kilku czołowych graczy, m.in. Djokovica, Murraya i mającego bronić tytułu Szwajcara Stana Wawrinki.

Mierzący 2,03 m wzrostu gracz jest pierwszym finalistą US Open z RPA od 1965 roku, kiedy dotarł do tego etapu Cliff Drysdale. Poprzednim zawodnikiem z tego kraju biorącym udział w decydującym spotkaniu turnieju tej rangi był z kolei Kevin Curren w Australian Open 1984 (rok później dotarł do finału Wimbledonu, ale wówczas reprezentował już Stany Zjednoczone). Jedyny triumfatorem imprezy tej rangi ze wspomnianego afrykańskiego państwa jest zaś Johan Kriek, który zwyciężył w Melbourne w 1981 roku.

W ostatnich latach zawodnik z RPA często walczył z urazami. W poprzednim sezonie przeszedł operację kostki oraz zmagał się z bólem kolana, barku i pachwiny. W tym przymusowo pauzował ze względu na kłopoty z biodrem, nogą i łokciem.

Zajmujący 32. miejsce w światowym rankingu Anderson (od poniedziałku będzie 15.) jest najniżej notowanym wielkoszlemowym finalistą od 2008 roku, kiedy o tytuł w Australian Open walczył 38. wówczas w tym zestawieniu Francuz Jo-Wilfried Tsonga.

Wynik finału gry pojedynczej mężczyzn:
Rafael Nadal (Hiszpania, 1) - Kevin Anderson (RPA, 28) 6:3, 6:3, 6:4