Dziennik Gazeta Prawana logo

Polska siatkarka: Zostałam oszukana

8 lutego 2010, 13:29
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Polska siatkarka: Zostałam oszukana
Inne
Siatkarka Milena Sadurek zdecydowała się na desperacki krok. Opuściła Rumunię i zespół Metal Galati, który od kilku miesięcy zalegał z wypłatą jej pensji. "Straciłam wiarę" - mówi zawodniczka "Przeglądowi Sportowemu".

MILENA SADUREK: Miałam już dość tego co działo się w Metalu. Jak długo można słuchać obietnic i kłamstw? Jak długo można pracować bez wynagrodzenia? W Galati dostałam tylko pierwszą, październikową pensję. Od tamtego czasu na moje konto nic nie wpłynęło. Zamiast pieniędzy karmiono nas kolejnymi obietnicami. Prezes klubu (Corneliu Mangalea - przyp. red.) obiecywał, że lada chwila pieniądze będą, że za kilka dni ureguluje zaległości. Niestety, te kilka dni przeciągało się w nieskończoność. Byłyśmy oszukiwane.

Najmniejszych. Wszyscy rozumieją moją decyzję. Inne dziewczyny zrobiłyby to samo, gdyby nie to, że nie mają wyjścia. Rumunki nie dostały jeszcze pieniędzy za poprzedni sezon, ale wciąż się łudzą, że coś od prezesa dostaną. Tylko dlatego zostały jeszcze w klubie. Ja straciłam wiarę.

Metal Galati to klub zarządzany i sponsorowany przez jednego człowieka. Prezes klubu jest bogatym człowiekiem, właścicielem dużego przedsiębiorstwa. Niestety, z powodu kryzysu gospodarczego wpadł w kłopoty, które automatycznie przeniosły się na klub. Przypomina to sytuację Gosi Glinki w Murcii. Tam też prezesem był bogaty człowiek, który w pewnym momencie przestał płacić i Gośka została bez pensji. Musiała się sądzić.

Oczywiście. Będę się domagała wypłacenia całego podpisanego kontraktu. Mam świadomość, że proces będzie trwał długo, ale jakie mam wyjście?

Do końca miałam nadzieję. Na ostatnią rozmowę z prezesem szłam, łudząc się, że jakoś uda się porozumieć. Ale usłyszałam kolejne kłamstwa i bajki. Najgorsze było to, że przez cały czas byłyśmy zwodzone, oszukiwane. W innych rumuńskich klubach, które przeżywają kłopoty, działacze jasno postawili sprawę - wpadliśmy w tarapaty, ale możemy z nich wyjść, jeśli zawodniczki zgodzą się na obcięcie kontraktów o 20 procent. Jeśli nie, to są wolne, mogą odejść. Tak zrobiono między innymi w Dinamie Bukareszt. U nas było inaczej - obietnice, zwodzenie. Efekt był taki, że prezes zablokował moje odejście do innego klubu. Miałam propozycję, ale nie mogłam z niej skorzystać. To było nieuczciwe. O to mam największy żal .

Wróciłam do kraju i będę odpoczywała. Dawno nie miałam porządnego urlopu.

Spokojnie. Przecież nie będę leżała do góry brzuchem. Będę realizowała indywidualny trening, chodziła na siłownię. Może ten urlop wyjdzie mi na zdrowie. Nabiorę świeżości i będę lepiej grała.

Mam ten komfort, że teraz kluby rozglądają się za mną. Mam kilka propozycji i niedługo z którejś skorzystam.

Wbrew temu co się mówi, liga rumuńska nie jest wcale słaba. Przekonały się o tym dziewczyny z Piły. My też wygrałyśmy jeden mecz z Muszynianką. Nie wiem czemu wszyscy uważają, że liga rumuńska to jakaś zsyłka? A że klub wpadł w tarapaty finansowe? Kto to mógł przewidzieć?

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj