Rano miały tylko lekki trening, a potem polskie szczypiornistki mogły robić co chciały. Kilka z nich poszło na spacer po Dijon. Miasteczko bardzo im się spodobało. Wróciły do hotelu obładowane... słoikami z musztardą - dowiedział się dziennik.pl.
Dijon jest stolicą musztardy. Polskie szczypiornistki nie mogły sobie darować okazji i kupiły wiele słoików na prezenty. Po wtorkowym meczu z Hiszpanią pojadą do Paryża na mecz o 11. miejsce w mistrzostwach świata. Już się nie mogą doczekać tego wyjazdu. Jak same przyznają, będą głównie latały po sklepach.
Ale meczu z Hiszpanią nie odpuszczą, mimo że szanse na awans pogrzebały po porażce z Niemkami 32:35. Chcą się pokazać z jak najlepszej strony, bo przecież na trybunach zasiadają wysłannicy zagranicznych klubów. Dziennik.pl dowiedział się, że kilku menedżerów zgłosiło się do Klaudi Pielesz.
Dziewiętnastolatkę obserwują wysłannicy klubów z Danii, Niemiec i Francji. Mówią o niej, że rzuca niemal jak Karol Bielecki.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|