Po wyrzuceniu Polaka z boiska (w 43. minucie) Anderlecht stracił kolejne cztery gole i przegrał w kompromitującym stylu 0:5 z niemieckim zespołem."Byli od nas lepsi, pokazali nam miejsce w szeregu, ale nie trzeba było im dodatkowo pomagać!" - wścieka się 'Wasyl" w rozmowie z "Faktem".
Tak, ta pierwsza żółta kartka to moja głupota. Tak się nie robi. Rywal wszedł we mnie nakładką, a sędzia nie zareagował, więc od razu wziąłem rewanż. Bez sensu, mogłem chociaż trochę odczekać.
Obaj skoczyliśmy do główki, padliśmy na murawę, a potem on kopnął mnie w głowę! Nagle podbiegł sędzia i pokazał mi czerwoną kartkę.
Też byli w szoku. Od razu, gdy wszedłem do szatni, włączyłem telewizor. W przerwie eksperci analizowali tę sytuację dziesięć razy i nie zobaczyli niczego złego w moim zachowaniu.
Brakowało trochę czucia piłki i nie mogłem zbyt mocno uderzać lewą nogą, bo odczuwałem ból. Ale w sumie i tak ona nie jest mi do niczego przydatna. Koledzy z drużyny, kiedy zobaczyli skład Bayernu, w którym nie było Ribery'ego, zaczęli się śmiać: o, zobaczył, że Wasyl jednak zagra i się wystraszył.
To dobry piłkarz, bardzo trudny do upilnowania. Myślę jednak, że radziłem sobie z nim nieźle.
Tak, kiedyś jako piłkarz Wisły Płock. Dostaliśmy od Wisły w Krakowie 4:0 i też graliśmy w dziesiątkę. Stare czasy i inna skala zdarzenia.
Może zabrzmi to dziwnie, ale tylko dwie. Żołte czy czerwone, ja dostaję kartki za nazwisko. Z Bayernem też była kartka, bo w tym miejscu stał akurat Wasilewski. Sędzia od początku dawał mi sygnały, że mnie obserwuje baczniej niż innych. Każdy ma swoje atuty, ktoś jest techniczny, a inny od czarnej roboty. Ja nie jestem wirtuozem, ale nie jestem też brutalem.
Nie! Po prostu mecz się tak ułożył. Szczególnie po tej czerwonej kartce dla mnie wszystko się posypało. Ale przecież wcześniej toczyliśmy wyrównane boje z takimi zespołami jak Tottenham czy Bordeaux. A te zespoły nie są słabeuszami.