To był prawdziwy pech. Maja Włoszczowska, jedna z polskich nadziei medalowych podczas igrzysk olimpijskich w Pekinie, może tam w ogóle nie wystartować! Wszystko zaczęło się od niefortunnej przejażdżki samochodem. Włoszczowska schyliła się po radio do schowka i poczuła ogromny ból kręgosłupa. Szybko okazało się, że to początki dyskopatii.
Włoszczowska zaciska zęby i nie zamierza się poddawać. Najpierw strach był ogromny, bo jeden z lekarzy zasugerował, że bez operacji się nie obejdzie.
"Inny na szczęście uspokoił mnie i powiedział, że jeśli nie zaniedbam ćwiczeń, to powinnam dać do igrzyska radę" - mówi z nadzieją w głosie zawodniczka, którą przepytał "Przegląd Sportowy".
Na początku było bardzo ciężko. "Leżąc w łóżku, nie mogłam obrócić się z boku na bok. Jechałam z Wrocławia do Jeleniej Góry i wrzeszczałam z bólu. Trochę pomogły dwa zastrzyki, które dostałam w kręgosłup" - opowiada Maja.
Teraz zawodniczka wierzy, że wszystko się ułoży. Do Pekinu Włoszczowska chce pojechać po medal.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl