Dziennik Gazeta Prawana logo

Kałużny kończy karierę

12 września 2008, 01:38
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Tata kończy karierę
Tata kończy karierę/Inne
"Muszę rozejrzeć się, gdzie wbić ten kołek, o którym piszecie, że piłkarz wiesza na nim buty, jak kończy karierę. Kołek już jest, szukam tylko młotka" - mówi "Faktowi" były reprezentant Polski Radosław Kałużny.

Nie miałem żadnych ofert po zakończeniu sezonu, a prosić nigdzie się nie będę. Nie mój charakter. Mam pomysł na życie i będę go realizować. A co do żalu. Hmmm... Wiadomo piłka to superważna rzecz w moim życiu, ale nie mam zamiaru od niej uciekać.

Wkrótce rozpoczynam w Niemczech kurs menedżera sportowego. Potrwa on 18 miesięcy. Już gromadzę materiały. Jak się nie było orłem w szkole to teraz trzeba będzie zasuwać z teczką (śmiech). A tak poważnie. Nie chodzi tylko o to, by w przyszłości reprezentować piłkarzy i transferować ich z klubu do klubu. W Niemczech będę uczyć się na czym polega marketing sportowy czy rola dyrektora sportowego. Kurs w szkole w Düsseldorfie ukończył między innymi Michael Preetz były znakomity piłkarz. Obecnie zasiada w zarządzie Herthy Berlin. W kilka lat „zarobił” dla klubu 50 milionów euro. W berlińskim klubie dyrektorem sportowym jest co prawda UIi Hönnes, ale to raczej znana twarz klubu. Robotę robi Preetz. Jeśli pomyślnie zdam egzamin to będę w Polsce jedynym gościem z poważnymi papierami menedżerskimi, choć nie chciałbym niczego ujmować tym, co obecnie działają.

Tak, chciałem pomóc temu klubowi, a konkretnie trenerowi Januszowi Kubotowi. W Legnicy zachęcali mnie, bym działał przy budowie klubu, opowiadano o nowym stadionie i inne historie. Ale widocznie ktoś przestraszył się mojej osoby, nie pasowałem komuś do układu, bo przestali się odzywać. A może myśleli, że będę charytatywnie pracować? Za darmo to ja już się narobiłem (śmiech). Ale myślę, że na Dolny Śląsk kiedyś pewnie wrócę. W końcu ja i Mariusz Lewandowski to chyba najbardziej rozpoznawalne nazwiska wychowanków tamtejszych klubów.

Ale krewkiego Radka „Taty” Kałużnego już nie ma! (śmiech). Jestem spokojnym facetem.

Nie, bo moja rodzina potrzebuje stabilizacji. Tabor rodziny Kałużnych wystarczająco najeździł się po świecie. Żona, dzieci to najważniejsze osoby. A kopać się po drugich ligach za półtora tysiąca niespecjalnie mnie interesuje. Muszę utrzymać familię, płacić rachunki. Trzeba jak najszybciej przestawić się na trochę inne życie, bo przecież wszystko było podporządkowane kopaniu tej piłki. A to już zamknięty rozdział.

Niestety. Do końca lipca mieli uregulować zaległości, ale tego nie zrobili. Minął ponad miesiąc i czekanie już mnie znudziło. Wkrótce mój adwokat skieruje sprawę do sądu. Czytam, że Jagiellonia sprowadza piłkarzy za miliony, a nie potrafi rozliczyć się z mojego kontraktu. Cóż, trzeba respektować umowy, a jeśli nie to płacić odsetki.

Na razi wychodzi na to, że będę musiał zainstalować się w Niemczech ze względu na naukę. Może pokopię tam piłkę w niższej klasie, by zachować sylwetkę, bo brzuch rośnie! A przy okazji zapraszam na pogawędkę o tym, jak to kiedyś się w piłkę grało. Będzie ciekawie (śmiech).

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj